Dziś, 19 lutego, mija 200. rocznica urodzin Zygmunta Krasińskiego, autora „Nie-Boskiej komedii”, nazywanego naszym trzecim wieszczem. Z tej okazji warto może zając się sprawą mniej znaną, a bardzo ważną dla samego poety – jego stosunkiem do towianizmu.
Kiedy Andrzej Towiański rozpoczął swoją misję wśród emigracji polskiej w Paryżu, Zygmunt Krasiński przebywał w Monachium. Pisząc o nim pierwszy raz, w liście z 1841 roku do Delfiny Potockiej, poeta nie znał nawet poprawnie jego nazwiska (napisał Tobjański). Prof. Józef Kallenbach wyraził przypuszczenie, że gdyby Krasiński był wtedy w stolicy Francji, uległby sile osobistego spotkania się z Mistrzem, tak jak parę miesięcy później uczynił to Juliusz Słowacki. Nie spotkali się nigdy, ale poeta przez wiele lat interesował się gnostykiem i stosunek do niego zmieniał się kilkakrotnie.
Pod koniec 1941 roku Krasiński pisał:
„Im bardziej rozmyślam nad kursem (Mickiewicza w College de France), tem bardziej się przekonywam o tem, że w Towiańskim zeszły się razem: Wielka idea, co krąży jak orzeł nad nami i mnóstwo magnetycznych szczególików, nierozświeconych dotąd; - pan Adam, choć wszystkiemu wierzy, dotąd tylko występuje przed słuchaczami z Ideą i wtedy wzniosłym i nowym jest – ilekroć zaś chciałby zstąpić do szczegółów mistycznych, staje się ciemnym i niepewnym samego siebie. Na zawsze jednak zasługą Towiańskiego pozostanie, że pierwszy przybył ruch ten Ducha obudzić i pchnąć dusze wysychające na drogę, u której końca i prawdę i zmartwychwstanie one znaleźć muszą.
( „Wyjątki...” Paryż 1860, str. 120. — Dziennik Narodowy, w przedruku Sternala)
W dniu swoich 30. urodzin, 19 lutego 1842, Krasiński ujął w strofy myśl, w której krzyżowi czarnemu, stojącemu w Koloseum na znak zwycięstwa nad pogaństwem, przeciwstawia krzyż biały. Czarny bowiem, choć zwycięski „stoi czarno” i „nie kwitnie”.
„ Lecz nadpływa czasu fala...
W błyskawicach krzyż ten cały
Nagle wstanie jasno biały . . .
idzie, płonie, D e p t a ć w Rzymie Rzymu bogi
I znów wzniesie się, jęk bolu
W W a t y k a n i e , w K a p i t o l u” .
(„Pisma” Z. Krasińskiego, wyd. jubileuszowe 1912 r. t. VI, 151—152)
Towiańskiemu, na krótko przed jego wyjazdem zagranicę, 23 lipca 1840 r. ukazał się krzyż biały „jako znak Boży na niebie w Antoszwińciu". Taki krzyż biały miał Towiański w pokoju w Nanterre, kiedy przyjmował pierwszych swych zwolenników, „poczem utrzymał się on już stale w towianizmie".
Według wyjaśnienia samego mistrza w nocie francuskiej „krzyż biały naznaczony przez Słowo Boże, to krzyż, który nas uwalnia od krzyży czarnych, co przychodzą z dopustu Bożego".
Ale zanim Towiański zobaczył krzyż biały na niebie w Antoszwińciu w 1842 r., wcześniej, bo od dzieciństwa mógł go widzieć co dzień w domu rodzicielskim, na sygnecie herbowym swego ojca. Towiańscy pieczętowali się herbem Gerałd, t.j. właśnie krzyżem białym w polu czerwonym.
Szczegóły o krzyżu białym mógł mieć Krasiński z Paryża od Pani Delfiny, ta zaś od generała M. Mycielskiego, który był towiańczykiem i często bywał w salonie pani Potockiej. Zatem w powyższym wierszu Krasińskiego odnajdziemy echo towianizmu.
Jednakże już w niespełna cztery miesiące później zwycięża w poecie opcja krytyczno- prześmiewcza. W liście do Augusta Cieszkowskiego z 4 czerwca 1842 roku nazywa Towiańskiego „obywatelem dziwnym”, zaznaczając ironicznie, że jedzie on nawracać papieża. Niejaki wpływ na poglądy Krasińskiego na towianizm miał Juliusz Słowacki jeszcze przed osobistym poznaniem mistrza. W marcu 1842 roku autor „Nie-Boskiej…” pisze, że Słowacki słyszał (zapewne w salonie pani Bobrowej, gdzie wówczas często gościł) o Towiańskim kłócącym się ze świętymi o proroctw spełnienie. Te i inne plotki dochodziły do Krasińskiego, więc nie wiedział już wreszcie czy mistrz jest „wielką prawdą czy wielkim błędem”. Przyznawał nawet, że „ten człowiek niezawodnie jest potęgą”, nie wiedział jednak, jakiej proweniencji (z listu do Delfiny Potockiej 16 lipca 1842). Jako arystokracie łatwiej było uważac, że ktoś chcący nawracać papieża musi być na ziemi z woli szatańskiej raczej aniżeli z boskiej. Jednak gdy dowiedział się o wydaleniu Towiańskiego z Francji, pisał do Delfiny Potockiej, że wiadomośc ta „zupełnie go roztrzaskała” oraz że czuje jakby „losy tego dziwnego a pewnie nadzwyczajnego człowieka” powiązane były z jego własnymi.
Pod koniec roku 1842 Słowacki, już towiańczyk, chciał przekonać przyjaciela do idei mistrza, ale Krasiński widział tylko „niebezpieczeństwo purytanizmu”, ślepy fanatyzm. „List Słowackiego – pisał do Potockiej – wiele pięknych myśli zawiera, ale już przebija w nim barwa nietolerancji i ciasnoty”(27 I 1843 rok). Nie znamy dalszej korespondencji poetów (część listów zaginęła), wiemy tylko, że dwa miesiące później Słowacki nazwał Krasińskiego „starą dewotką” i zerwał z nim kontakt na trzy lata. W tym czasie autor „Kordiana” odszedł od towiańczyków i może niezręcznie było mu o tym pisać do kogoś, kogo do towianizmu przekonywał.
Krasiński zaś nie przestał interesować się Sprawą Bożą. W styczniu 1843 roku przeczytał „Biesiadę”, uznając ją za „nic innego jak rabinów żydowskich marzenia kabalistyczne”. Przebywając w Rzymie był pod wpływem zmartwychwstańców, którzy ostro zwalczali Towiańskiego i jego zwolenników. Szczególnie często widywał się z Aleksandrem Jełowickim, przełożonym zakonu, którego zresztą uważał za „moralnego karła napuszonego” (list do D. Potockiej z 2 marca 1848 r.) Im bardziej zmartwychwstańcy krytykowali towianizm i wyśmiewali się z Towiańskiego, tym większa rosła w poecie chęc osobistego spotkania się z nim. Pisał o tym pani Delfinie 14 stycznia 1843 roku.
Profesor Józef Kallenbach w swojej pracy „Towianizm na tle historycznym” z 1924 roku (wyd. książkowe z 1926 r.) wskazuje wpływ towianizmu na „Przedświt” Krasińskiego. Poeta wierzył, że narodzi się nowe chrześcijaństwo, które naprawdę zmieni oblicze ziemi. Jego „Duch trzeci” przypomina „Trzecie piętro Kościoła” Towiańskiego. Świat to brat, którego trzeba zbawic. W „Przedświcie” mamy jeszcze inne zbieżności z towianizmem. Chocby obarczenie szlachty polskiej częściową winą za rozbiory. „Gadanie” o tym z duchami przodków. Nie był to wtedy pogląd popularny. Żeby odkupic winy, musi szlachta wziąć na siebie rolę mesjanistyczną. Zmienić się, poświęcić, aby przynieść wolnośc Polakom i innym narodom.
Kiedy w 1848 roku Adam Mickiewicz wraz ze swoim tworzącym się Legionem przybył do Rzymu, aby papież pobłogosławił walkę o niepodległośc, Krasiński pod wyraźnym wpływem zmartwychwstańców, a szczególnie zaciekłego wroga towianizmu, ks. Kajsiewicza, nadal utożsamiał zamiary wieszcza ze Sprawą Bożą. Jakże miał papież pobłogosławic rewolucyjne zapędy Mickiewicza, gdy sam był także monarchą, sprawującym władzę świecką i obawiającym się jej obalenia? (Przypomnijmy, że już św. Augustyn zwrócił uwagę na konflikt w sprawowaniu władzy świeckiej i duchowej zarazem przez papieży). Jakże hrabia Krasiński miał popierać towianizm, utożsamiany przezeń z Mickiewiczem, który teraz występuje przeciwko uciskającym, czyli arystokracji właśnie? A że Legion był całkiem niezgodny z duchem towianizmu? Zabrakło wiedzy czy też dobrej woli…
Ciekawa jest interpretacja prof. Kallenbacha, dotycząca „Zwolona” Norwida, w której pojawia się nazwisko Krasińskiego w zestawieniu z Towiańskim:
„Otóż Bolej, wsparty autorytetem Szołoma. to Mickiewicz, oglądany przez Krasińskiego w Rzymie 1848 r., namaszczony przez Towiańskiego, jako mąż przeznaczenia. Szołom u Norwida nie jest tylko zwykłym demagogiem, ale fałszywym prorokiem, Towiańskim, który udaje, że jest z Bogiem zwolony. Mickiewicza nazwał Norwid Bolejem, tłumacząc w duchu Krasińskiego stanem jego wielkiej boleści fakt, że dał się oszołomić Towiańskiemu i w dobrej wierze wystąpił w tragicznej dla siebie roli Pankracego. Pod maską Zwolona, który walczy z Bolejem Szołomem, ukrył Norwid samego Krasińskiego. Należy dodać, że Krasiński mylnie utrzymywał, że Mickiewicz rozpoczął akcję bojową w 1848 r. z polecenia Towiańskiego, gdyż w istocie czynił to na własną rękę i wbrew jego woli. W każdym razie jednak, chcąc dobrze zrozumieć Zwolona, musimy uwzględnić fakt, że Norwid przejął od Krasińskiego to błędne przekonanie i dał mu wyraz w swym dramacie”. (J. Kallenbach, „Towiańszczyzna na tle historycznym”, s. 124).
Na poparcie wyłuszczonej tu tezy mamy dziesiątki argumentów w materiałach ogłoszonych przez J. Kallenbacha. Dla przykładu wystarczą urywki z listów Krasińskiego z 30 i 31 marca 1848 r., gdzie poeta bardzo silnie przeciwstawia stanowisko swoje i Augusta Cieszkowskiego Mickiewiczowi, nazywając go wręcz Pankracym, namaszczonym przez narzędzie szatańskie, Towiańskiego:
"Mickiewicz tu coraz gorzej dokazuje... Wszystko przepada. Zda się, że wszystkie kształty w proch się rozsypią. Ale nim do harmonii Augustowej się dojdzie, jeśli trza będzie przejść przez rządy Mickiewiczowej i Spółki, to abominatio desolationis. Zupełnie takie samo wrażenie, jakie na tobie Mickiewiczowa na mnie Mickiewicz sprawił i sprawia, coraz okropniejsze. Ten człowiek ma się w głębi serca i ducha za kata, posłanego z góry, by karać świat. Wszystko, co August pojmuje miłosiernie i kryształowo, on pojmuje krwawo, mistycznie, obrzydliwie, a Towiański u nich niezawodnie ten, o którym w Apokalipsie, że laską żelazną będzie rządził narody. Jest opętanie w tym wszystkim. To Pankracowie wszystko" (J. Kallenbach, j.w.)
Wydaje się, że Krasińskiemu, podobnie jak i Słowackiemu oraz Mickiewiczowi, w zaufaniu Towiańskiemu najbardziej przeszkadzał patriotyzm. Nie mogli zaakceptować pacyfizmu proroka. W ich przekonaniu był równoznaczny ze zdradą ojczyzny. Ci uważający się za bardzo religijnych ludzi, nie potraktowali tak serio, jak Towiański, idei miłości bliźniego. I poeci, i Towiański mówili o poświęceniu się dla sprawy polskiej, inaczej jednak rozumieli te słowa. Dla wieszczów, jak dla większości Polaków, poświęceniem była walka z bronią w ręku, a nawet oddanie życia za ojczyznę. Towiański uznał to za sprzeciwienie się nakazom Bożym (zwłaszcza 5. Przykazaniu) mało skuteczne na dłuższą metę. Prawdziwym poświęceniem było pokonanie w sobie wrogości do zaborców. Budowanie przyszłości bez wojen, zaś wielkości narodu czy pojedynczego człowieka nie siłą oręża, ale miłością bliźniego, tak aby nie było uciskanych i uciskających, zatem potrzeby walki o wolnośc. Była to jednak myśl zbyt radykalna jak na XIX wiek, nawet dla Mickiewicza, który zerwał z Towiańskim po rozmowie z Zurichu 27 marca 1846 roku. Odejście to było spowodowane chęcią walki z bronią w ręku, której, jak wiemy, mistrz nie popierał. Wszyscy trzej wieszczowie, a Mickiewicz szczególnie, mieli kompleks niewzięcia udziału w powstaniu listopadowym i potrzebę zrehabilitowania się przed narodem nową walką zbrojną. W liście do swej muzy z dnia 6 marca 1847 r. Krasiński przyznawał, że Mickiewicza zgubiła próżnośc, chęc bycia przywódcą narodu. Rok później dodawał: „Chocby i prawda wiekuista była w Towiańszczyźnie, jeszcze bym powiedział, że go opętała. Bo chcieć nie rozlewac prawdę, jak światło się rozlewa, ale wciskać ją tak, jak nakłada się kajdany, to być opętanym a nie oświeconym przez prawdę!” (o Mickiewiczu do D. Potockiej, Rzym 9 lutego 1848). Nie odróżniał jednak Krasiński „Towiańszczyzny” Mickiewicza od idei Andrzeja Towiańskiego.
Los sprawił, że poeta, który urodził się i zmarł w Paryżu, nie przebywał w tym mieście akurat wtedy, gdy powstawało tam Koło Sprawy Bożej i nie dane mu było poznac idei Towiańskiego w stopniu dostatecznym, aby zrozumieć jego misję.
Korzystając z długiego weekendu wybrałam się do Antoszwińcia. Wieś, w której urodził się i spędził połowę swojego życia Andrzrej Towiański, leży 70 km (w prostej linii 50 km) na północny wschód od Wilna. Dziś mieszkają tam cztery osoby. Z jedną z nich udało mi się porozmawiać, ale nie wiedziała nic o dawnym dziedzicu miejscowości, w której żyje. Starsi ludzie mówią w tych stronach po polsku i po rosyjsku, młodsi już tylko po litewsku.
Antoszwincie to dziś bardzo ładne, dzikie okolice nad jeziorem Swentas. Trzy rozwalające się chałupy oraz dwa nowe domki z drewna, pobudowane przez wilnian, którzy spędzają tam wakacje.
Ślady po majątku Towiańskich są bardzo nieliczne i dobrze schowane w zaroślach. Trzeba mieć mapkę Horoszkiewiczówny (zamieściłam ją w swojej książce), żeby odnaleźć miejsca zabudowań należących do Towiańskiego.
Zapraszam do galerii:)
Kochani, od kilku tygodni współpracuję z portalem www.pistis.pl Serdecznie polecam zamieszczane tam teksty (nie tylko moje). Czytajcie i komentujcie:)
Gdyby żył Cyprian Norwid, skończyłby dziś 190 lat. Z tej okazji chcę przybliżyc Państwu nieznany szerzej wątek z jego biografii. Zapraszam do lektury.
Cyprian Norwid nigdy nie poznał Andrzeja Towiańskiego osobiście. Nie dane im bowiem było nigdy przebywać w tej samej miejscowości. Kiedy prorok z Litwy rozpoczynał swą misję w Paryżu w 1841 roku, dwudziestoletni wtedy Norwid mieszkał jeszcze na ziemiach polskich. Do Paryża dotarł dopiero w roku 1849, kiedy o Sprawie Bożej prawie wszyscy zapomnieli, a sam Mistrz przebywał już (do końca życia) w Zurichu.
Jednak wcześniej słyszał poeta sporo na temat towianizmu i towiańczyków, głównie od Zygmunta Krasińskiego, który żywo interesował się tymi „poczciwymi dziwolągami” (jak o uczniach Towiańskiego wyraził się Norwid w liście do Bohdana Zaleskiego w lutym 1848 roku). Brat Cypriana, Ludwik, był jednym z nich, co niepokoiło poetę i wzmagało jego ciekawość. Jeszcze inną motywacją do zainteresowania się towianizmem była osoba Adama Mickiewicza. Fascynacja wieszczem kazała Norwidowi zastanawiać się, co takiego głosi Andrzej Towiański, że idą za nim geniusze. Myślę, że nigdy się tego nie dowiedział. Być może cała ta otoczka, która towarzyszyła Sprawie Bożej w Paryżu: skandale, sekciarski charakter Koła po opuszczeniu przez Mistrza Francji, zniechęcała do poznania idei Towiańskiego, sedna Sprawy.
Tymczasem Towiański rozwinął oryginalną wizję chrześcijańskiej rewolucji, której istotą było autentyczne naśladowanie Chrystusa, polegające między innymi na dostrzeżeniu bliźniego nawet we wrogu politycznym czy narodowym. Uważał bowiem, że nie można być prawdziwym chrześcijaninem, nienawidząc innego człowieka. Konkretyzacją tej koncepcji był np. postulat pojednania z Rosją. Nie były to jednak czasy, kiedy idea ta miała szansę zostać choćby zrozumianą. Głoszącego ją uznano za wariata, a co gorsza, szpiega cara, i wydalono z Francji.
Towiański uważał, że jedynie duchowa przemiana ludzi, nie tylko Polaków, sprawi, że znikną zabory, a narody będą mogły żyć w dobrosąsiedzkich stosunkach. Oczywiście „po ludzku” sądząc, było to myślenie naiwne, ale zatem naiwnością musielibyśmy określić wiarę chrześcijańską, której nadrzędnym nakazem jest miłość bliźniego. Mistrz Andrzej wiedział, że podaje rzecz doskonałą, do której ludzkość dorastać będzie jeszcze przez wieki. Chciał jedynie podnieść świadomość człowieka na kolejny szczebel, obudzić w nim potrzebę ewangelizacji stosunków międzynarodowych.
Do tego zachciało się Towiańskiemu podważać autorytet Kościoła! Do końca życia szanował on Urząd Nauczycielski i hierarchów tej wspólnoty uznającej się za powołaną przez Chrystusa, z drugiej jednak strony był przekonany, że Kościół odbiegł od nauki swego Założyciela i czuł potrzebę, a nawet obowiązek naprawy tego błędu. Uważał, że jest to niezbędne, gdyż ludzkość dojrzała już na tyle, że dotychczasowa płytka religijność już jej nie wystarcza. Należy na serio potraktować naukę Chrystusa, która jest wymagająca i trzeba się do jej wymagań dostosować. Mistrz Andrzej zapewniał, że nic nowego nie przynosi, czego by Zbawiciel nie podał. Ale ponieważ praktyka wiary nie pokrywa się z Jego nauczaniem, Kościół nie spełnia swego zadania i konieczna jest zmiana tego stanu rzeczy. Głównym więc celem Sprawy Bożej jest – według Towiańskiego – „oczyszczenie i podniesienie Kościoła”. Kilkakrotnie próbował skontaktować się z papieżem (Grzegorzem XVI i jego następcą Piusem IX) pisemnie i osobiście, był w tym celu dwa razy w Rzymie, ale nie został wpuszczony przed oblicze Ojca Świętego. Chciał, aby papież zapoczątkował realizację zasad ewangelicznych w stosunkach międzynarodowych. Pamiętajmy jednak, że następca św. Piotra pełnił jeszcze wówczas obok duchowej, władzę świecką. Był monarchą i bardziej liczył się z innymi monarchami (choćby byli protestantami czy prawosławnymi) niż z nic nieznaczącymi Polakami, choć katolikami. Dlatego misja Towiańskiego była na owe czasy dość utopijna i miał on tego świadomość. Nie zrażał się jednak, wiedział, że do jego idei ludzkość musi dorosnąć. Że nie ma innej drogi. Jeśli ludzie chcą być szczęśliwi i żyć w pokoju, muszą przestać się zabijać, a wykraczanie przeciwko piątemu przykazaniu usprawiedliwiać patriotyzmem i przyznawać sobie za nie ordery i zaszczyty.
Towiański krytykował ówczesny pogląd Kościoła, że znane są już wszystkie odpowiedzi na pytania w sprawach wiary, zaś kapłani głoszą prawdę absolutną, nie mogą się mylić ani ewoluować w swych poglądach. Obarczył następcę św. Piotra winą za współczesny stan chrześcijaństwa na świecie. Ten zły stan zaś wziął się przede wszystkim z położenia nacisku na przestrzeganie form religijnych przy jednoczesnym lekceważeniu istoty wiary. Pobłaża się – zdaniem proroka – grzechom przeciwko Duchowi Świętemu, a surowo sądzi przewinienia ziemskie, powszednie. Czczona jest bezbożność pokryta formami pobożności, a prawdziwa wiara, objawiana w życiu, ściąga na wierzącego człowieka oburzenie i prześladowanie. Władza Kościoła nie spełnia głównej swojej powinności, którą jest realizacja istoty chrześcijaństwa – miłości i ofiary. Zarzucał też Towiański hierarchom Kościoła, że w swej pysze mniemają, jakoby Chrystus nie mógł „czynić na świecie inaczej, jak tylko przez nich”. Wypominał, że duchowni trzymają wielką część chrześcijan w ciemnocie i to zaślepienie swoje poczytują „jako cnotę silnej wiary”.
Mistrz nie chciał burzyć struktur, zmieniać dogmatów, może poza jednym, ustanowionym już pod koniec jego życia – dogmatem o nieomylności papieża. Twierdził, że jest to bałwochwalstwo i grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Według niego nieomylność jest przymiotem tylko samego Boga. Martwił się, że w ślad za papieżem pójdą inni urzędnicy Kościoła i zwykły ksiądz będzie się czuł nieomylnym w sprawach sumienia bliźniego. Doprowadzi to, zdaniem Mistrza, do sytuacji, w której zło będzie nazywane dobrem, a bałwochwalstwo pobożnością. Przekonanie o własnej nieomylności jest niebezpieczne, dlatego że usypia czujność, wrażliwość na zło, „człowiek przestaje pracować wewnętrznie, natychmiast duch jego zniża się i upada, jak upada ptak, który przestaje poruszać skrzydłami”.
Towiańskiemu zawsze zależało na porozumieniu z Kościołem. Nawoływał do szukania „kapłanów prawdziwych, wiernych świętemu powołaniu swemu” w celu „czerpania w sakramentalnym źródle kapłaństwa”[1]. Bowiem sakramenty ustanowione przez Chrystusa były dla niego święte i nie podlegały żadnym korektom. Dlatego też ostro sprzeciwiał się pomysłom Adama Mickiewicza, wprowadzającego nowe ich formy[2]. Przypomnijmy, że kiedy poeta w lutym 1847 roku udzielił ślubu Julianowi Łąckiemu i Alix Mollard„ Towiański zażądał ślubu kościelnego, uznając współżycie „małżeństwa Łąckich” za cudzołóstwo[3]. Nie wystarczała też „komunia nowego zakonu”, jaką wprowadził Mickiewicz, czyli chleb i białe wino, a także komunia duchowa na odległość, ale należało przystępować do stołu Pańskiego w świątyni. „Takim to sposobem tworzą się sekty – ostrzegał Mistrz Andrzej - (...) Coż to za odpowiedzialność leży na takim, który tworzy sektę!”[4]
W nauce Towiańskiego ważną rolę odgrywała tematyka pośmiertnych losów człowieka. Doskonalenie ducha nie kończy się wraz z opuszczeniem ciała. Towiański wierzył, że dokąd dojdziemy przed śmiercią, odtąd pójdziemy po niej. Każdy zaś dojdzie do celu, który Bóg wyznaczył. Tylko, że jeden osiągnie go drogą prostą, a inny „po przebyciu manowców, poniósłszy dopuszczone krzyże cierpień, boleści, niewoli, które go zmuszą do przyjęcia drogi naznaczonej”[5]. Wiara w kolejne wcielenia stanowiła najpoważniejszą różnicę doktrynalną między nauką Towiańskiego i Kościoła. Wyznawał pogląd, którego źródłem jest Biblia, że cała ludzkość stanowi zbiorowe dziecko Boga. Dziecko to Stwórca wychowuje jak ojciec syna swego [Pwt 8;5] i nie od razu może mu przekazać całą wiedzę o prawach rządzących światem. Byłoby to bowiem bezcelowe. Przemawiałby językiem dla niego niezrozumiałym, używał kategorii niepojętych. Zatem „część słowa odkrył, resztę zostawił do odsłonięcia w kolei wieków, w miarę dojrzewania człowieka (...). Przechodzi już człowiekowi żywotu Pańskiego wiek dziecinny, wstępuje w zakres młodzieńczy i uchyla się jemu (..) zasłona tajemnic”[6]. Bóg może bowiem tylko tyle podać ludziom, ile są oni w stanie zrozumieć na danym etapie rozwoju. Zatem ewolucja ludzkości jest możliwa dzięki doskonaleniu się duchów przez kolejne wcielenia. Dlatego tworzenie ludzi doskonałych na wzór Chrystusa, nie było utopijnym zadaniem jednego żywota.
Towiański był otwarty na inne wyznania. Szczególnie bliska jego sercu była wiara prawosławna i judaizm. Urodzony i wychowany na Litwie stykał się bezpośrednio z ich wyznawcami i widział w nich swoich bliźnich. Uważał, że „niebieska istota religii prawdziwej, Chrystusowej, może być utrzymywaną i jawioną tak w wyznaniu katolickim, jak i prawosławnym”[7]. Zaś katolicy mogą znaleźć prawdziwych braci nawet w niechrześcijanach. Słynne dzięki Janowi Pawłowi II nazwanie Żydów „starszymi braćmi w wierze”, przypisywane Mickiewiczowi, pochodzi w istocie z Wielkiego Periodu (1844) i późniejszych pism Mistrza Andrzeja. Mickiewicz wykorzystał je w swoim Składzie Zasad z 1848 roku, skąd zapewne zaczerpnął je Ojciec Święty.
Towiański wierzył, że dróg do Boga jest tyle, ilu jest ludzi. I chociaż mówił o konieczności przyjęcia chrztu, nie podzielał stwierdzenia św. Cypriana, że poza Kościołem nie ma zbawienia.
Wróćmy zatem do „naszego” Cypriana, który dziś świętowałby 190. rocznicę swoich urodzin, gdyby ludzie tak długo żyli. Dlaczego pejoratywnie wyrażał się o Towiańskim i jego uczniach? Jak wspomniałam na wstępie, miał o nich informacje jedynie z drugiej, a nawet z trzeciej ręki. Głównie za pośrednictwem Zygmunta Krasińskiego, który lubił powtarzać plotki i interpretować zasłyszane opowieści po swojemu. Jednak najbardziej zaszkodził towianizmowi główny towiańczyk - Adam Mickiewicz. Pojął, co prawda, myśli Mistrza doskonale, ale nie potrafił ich w swoim życiu realizować. Wybujałe ego kazało mu (po opuszczeniu przez Towiańskiego Francji) zaprowadzić autorytarne rządy wśród towiańczyków, co nadało Kołu Sprawy Bożej charakter sekty, wbrew jego założycielowi. Katolicyzm Norwida nie mógł tego aprobować. Skoro główny uczeń Towiańskiego walczy z Kościołem, ustanawia swoje sakramenty, mianuje się nawet kapłanem i udziela ślubu, to znaczyło dla Norwida, że prorok z Litwy jest szarlatanem. Nie czytał przecież poeta listów Towiańskiego do Mickiewicza, potępiających te praktyki.
Ponadto autor „Pana Tadeusza” nie mógł pokonać starej formy patriotyzmu, objawiającej się nienawiścią do innego narodu. Uległ oczekiwaniom rodaków, że zrehabilituje swoją absencję w powstaniu listopadowym nową walką zbrojną. Tym także zaszkodził towianizmowi, który kojarzył się z jego osobą. Niesłusznie utożsamiano rewolucyjne zapędy Mickiewicza z nauką Andrzeja Towiańskiego. Kiedy to 10 kwietnia 1848 roku wyruszył wieszcz z garstką 12 ochotników stanowiących zalążek Legionu polskiego z Rzymu na północ, pragnąc przyłączyć się do wojny włosko-austriackiej, jego działanie uznano za szerzenie towianizmu. Nic bardziej mylnego! Ale Norwid źle oceniając Skład Zasad napisany przez Mickiewicza dla Legionu był przekonany, że krytykuje towiańszczyznę. W dwóch punkach faktycznie pobrzmiewało echo idei proroka z Litwy: w 10. „Izraelowi, bratu starszemu, uszanowanie, braterstwo, pomoc na drodze ku jego dobru wiecznemu i doczesnemu. Równe we wszystkim prawo.” A także w 11. punkcie: „Towarzyszce żywota, niewieście, braterstwo i obywatelstwo, równe we wszystkim prawo”. Trudno dziś nie zgodzić się z tymi postulatami, których jednak Norwid nie akceptował. Emancypację Żydów i kobiet uważał za „najzupełniej niedorzeczną”[8], nie będziemy tu jednak rozwodzić się nad szowinizmem poety.
Na brak zrozumienia i akceptacji Sprawy Bożej przez Norwida wpłynęła także unosząca się nad nią aura mistycyzmu i mesjanizmu. Jak wiemy poeta nie podzielał tych „romantycznych herezji”, będąc wiernym postawie stricte religijnej, ortodoksyjnie katolickiej. Ale nie to było istotą myśli Towiańskiego. Była nią codzienna, żmudna praca człowieka nad samym sobą. Walka z największym wrogiem – słabościami każdego indywidualnie, bowiem z jednostek składa się zbiorowość. Czyż nie to głosił Norwid mówiąc, że Polacy nie będą dobrymi patriotami, jeśli najpierw nie będą pracować nad swoim człowieczeństwem? Albo kiedy pisał, że „człowiek w Polaku jest karzeł”? Gdyby Norwid miał świadomość, jak bardzo niektóre idee towianizmu są bliskie jego własnym, nie byłby wobec niego tak krytycznym.
[1] A. Towiański, Pisma wybrane, opr. A. Boleski, Warszawa - Kraków 1920, t. II, s. 82.
[2] Tamże, s. 83.
[3] S. Goszczyński, Dziennik Sprawy Bożej, Warszawa 1984, t. I, s. 246.
[4] Tamże, s.362.
[5] Tamże, s. 296.
[6] Tamże, s.185.
[7] S. Goszczyński, dz.cyt. , t. I, s. 511.
[8] Zob. Z. Sudolski, Norwid. Opowieść biograficzna. Warszawa 2003, s. 132
Dzięki uprzejmości Pana Tomasza Gutta mogę podzielic się informacją, że czeski publicysta dr Paweł Zahradnik powołał się na moje badania. Jego artykuł w języku polskim znajdziecie na stronie:
http://www.bibula.com/?p=39383
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 4 836 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
rozszyfrowana zagadka towianizmu
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: