Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Piszą, kłamią, jadem plują...

wtorek, 20 maja 2014 14:50

Być może powyższych słów użyłby Adam Mickiewicz, przeczytawszy "Towiańszczyznę" Waldemara Łysiaka, tekst opublikowany w tygodniku "Do Rzeczy" (nr 19/2014) dwa tygodnie temu.

 

Autor na sześciu stronach (!) próbował udowodnić, że Andrzej Towiański to agent carski, sekciarz, kobieciarz  i wariat najogólniej mówiąc. Skąd ja to znam... 

Nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Wysłałam do redakcji ad vocem i po dwóch tygodniach doczekałam się odpowiedzi. Zamieszczono fragmenty mojego listu i cztery zdania Łysiaka po nim. 

Pozwolę sobie zamieścić w całości tę polemikę, aby jak najobiektywniej przedstawić sprawę. Oto ona:

 

W ostatnim numerze „Do Rzeczy” (19/067 z 5-11 maja 2014) ukazał się tekst Waldemara Łysiaka pt. „Towiańszczyzna”. Jako wieloletni badacz tego tematu muszę zareagować na nierzetelność informacji i przekłamań w nim zawartych. Gdyby chcieć odpowiedzieć na wszystkie te oszczerstwa, musiałaby powstać praca kilkunastostronicowa. Ograniczę się więc tylko do najważniejszych kwestii.

 

Autor artykułu od razu na wstępie przyznaje, że informacje, na których się opiera, znalazł „w starych źródłach drukowanych i we własnej głowie”. Otóż to, w starych! Zignorował większość badaczy zajmujących się tym tematem w XX i XXI wieku, powołując się na dawno skompromitowanych adwersarzy Towiańskiego i Mickiewicza, zaś temu ostatniemu zwłaszcza, wrogów zazdrosnych o talent nie brakowało. Wśród nich byli księża zmartwychwstańcy, dawni przyjaciele poety, którzy zwalczali go jak mogli.

 

Listę oszczerców Mistrza, którzy w mniemaniu Łysiaka dają dowody jego agenturalności, otwiera Edward Massalski, znany w środowisku wileńskim plotkopisarz. Wystarczy zajrzeć do przepastnego archiwum Walentyny Horoszkiewiczówny, znajdującego się w Bibliotece Wróblewskich w Wilnie, aby się przekonać o niewiarygodności autora pamiętników. Zaraz potem przywołany zostaje cytat ze znanego prześmiewcy Boya-Żeleńskiego, którego żaden szanujący się badacz nie uzna za autorytet w tej sprawie.

 

Waldemar Łysiak poświęca w swym artykule wiele miejsca, aby przekonać czytelnika do „judaizowania” Towiańskiego. Owszem, Mistrz antysemitą nie był, bo w ogóle nie był anty w stosunku do żadnego człowieka, ale to, co pisze autor, świadczy o kompletnym niezrozumieniu terminów. Jak zauważa Maria Danilewicz-Zielińska (Mistyk w kręgu oświeconych,[w:] tejże, Próby przywołań. Szkice literackie, Warszawa 1992, s.26) Izrael występuje u Towiańskiego w sensie przenośnym. Święty Paweł nazywał „nowym Izraelem”, czyli „Izraelem z ducha”, chrześcijan, przeciwstawiając im „Izrael z ciała”, czyli obrzezanych Żydów. Naród wybrany „jako najstarszy wiekiem ducha, stąd naznaczony przodkować młodszym braciom na drodze Bożej, Izrael (…) używa ruchliwości ducha swojego dla najniższych celów (…) występuje przed światem w bezbożności otwartej albo, co gorsze, w bezbożności pokrytej formami pobożności”( A.Towiański, Pisma, Turyn 1882, t.3, s. 298). Takich tekstów jest cała masa, ale pan Łysiak nie zadał sobie trudu przeczytania Pism Towiańskiego, tylko powołuje się na niezrozumiane przez siebie, wyrwane z kontekstu zdania. Inna kwestia, że to właśnie Towiański pierwszy nazwał Żydów „starszymi braćmi w wierze”, co powtórzył i rozpowszechnił Jan Paweł II.

 

Kolejny zarzut: Towiański podsunął Mickiewiczowi „kochankę swą metresę/agentkę demoniczną siostrę Xawerę Deybel”. Jako dowód podaje słowa S. Goszczyńskiego, również wyrwane z kontekstu, jakoby na Mickiewicza nic nie działa, tylko „go weźmie niewiasta magnetyzmem”. Tak, Mickiewicz znany był z tego, że miał słabość do kobiet, ale Towiański to właśnie potępiał i w tym kontekście ubolewał nad romansem wieszcza z Deyblówną. Są na to dowody, m.in. w Pismach, ale trzeba je najpierw przeczytać - całe trzy siedemsetstronicowe tomy.

 

Następne pomówienie dotyczy rzekomej agenturalności Towiańskiego. Co najmniej od lat 30. XX wieku sprawa ta jest wyjaśniona dzięki doktoratowi wilnianki Walentyny Horoszkiewiczówny. Badaczka dotarła do dokumentów potwierdzających istnienie innego Andrzeja Towiańskiego, o 16 lat starszego od założyciela Koła Sprawy Bożej, który także mieszkał w Wilnie i był rzeczywiście carskim agentem. (Nazwisko to było popularne wówczas na Litwie, podobnie jak godność Mickiewicz). Powołując się na obfity materiał z Wileńskiego Archiwum Państwowego, Horoszkiewiczówna przytacza fakty z życia obu Towiańskich, podkreślając wypadki łączenia obu życiorysów w jeden. Piszę o tym szczegółowiej w publikacji mojej pracy doktorskiej Ortodoksyjny heretyk. Myśl społeczno-religijna Andrzeja Towiańskiego, Kraków, 2010, s. 40-43. W roku 1962 Samuel Fiszman opublikował w Archiwaliach Mickiewiczowskich wyniki swoich badań po dotarciu do archiwów tajnych służb rosyjskich. Wynika z nich niezbicie, że Mistrz nie mógł być agentem carskim, bo przypisywano mu działalność jego imiennika (tego samego, o którym pisała Horoszkiewiczówna), wtedy gdy nasz mistyk był jeszcze dzieckiem. Również Stanisław Pigoń po wielokroć pisał o „tragicznym nieporozumieniu” z tym związanym (patrz chociażby A. Towiański, Wybór pism i nauk, oprac. S. Pigoń, Kraków 1922, s. 16). Jeśli się zrozumie naukę Towiańskiego, oczywistym się staje, że nie mógł być on żadnym agentem.

 

Także Zygmunt Szczęsny Feliński, którego zdanie wyrwane z kontekstu cytuje Łysiak, już jako arcybiskup wypowiadał się o towianizmie tylko pozytywnie. Wystarczy poczytać jego Pamiętniki. A znał naukę Towiańskiego z pierwszej ręki – od swojego przyjaciela towiańczyka - Juliusza Słowackiego. Epizod tegoż z Kołem Sprawy Bożej także Łysiak przekłamuje. Słowacki do końca życia pozostał wierny idei Towiańskiego, poróżnił się jedynie z towiańczykami przez rywalizację z Mickiewiczem i niezrozumienie stosunku członków Koła Sprawy Bożej do Rosji. A nie był to zwykły akt poddaństwa, tylko rzeczywiste przejęcie się Dekalogiem, którego jedno z przykazań brzmi: Nie zabijaj! I nie ma tam: Nie zabijaj nikogo oprócz Rosjan. Bo za ich morderstwo dostaniesz order i awans. Z tego właśnie powodu nie mógł zrozumieć towianizmu stary wojak, opierający swą wartość na walce i nienawiści, gen. Jan Skrzynecki., którego jednym tchem wśród oszczerców Towiańskiego wymienia Łysiak. Idee towianizmu początkowo wydały się Skrzyneckiemu słuszne, chrześcijańskie. Zmienił zdanie, jak uświadomił sobie, że musiałby jako towiańczyk uznać za grzech istotę swej egzystencji, którą było zabijanie wroga, czytaj: drugiego człowieka. Za coś przecież te generalskie szlify otrzymał. Towiański po prostu był wierny przykazaniom Dekalogu, stąd też jego niechęć do powstań, tak szeroko opisana przez autora artykułu.

 

Nieprawdą jest także, co pisze W. Łysiak, że Towiański jest winny milczeniu Mickiewicza jako poety. Wieszcz przestał tworzyć w roku 1834, po wydaniu Pana Tadeusza (nawet przeciętny polonista o tym wie), natomiast Towiańskiego poznał w roku 1841.

 

Kompromitacją jest także przywoływanie postaci Zygmunta Krasińskiego jako autorytetu w tej sprawie. Tenże poeta, znany z zainteresowania plotkami, nigdy Towiańskiego nie spotkał. Pisał różne rzeczy, raz dobre, raz złe, po prostu to, co usłyszał w plotkarskim Paryżu, ponieważ lubił żyć sensacją, co potwierdza jego bogata epistolografia.

 

Jestem głęboko poruszona rozmiarem ignorancji Łysiaka w zakresie towiańszczyzny. Robi on niezdrową sensację, podgrzewając przestarzałe, nieaktualne teorie, rozwijając dawno obalone mity. Przywołując niepotrzebnie oszczerstwa, dotyczące człowieka, który nie może się już bronić. To policzek dla nauki polskiej, ponieważ autor artykułu kompletnie ignoruje badania zaprzeczające jego tezom, począwszy od XIX-wiecznych aż po współczesne. Że wymienię choćby znanych w środowisku humanistów takich badaczy towianizmu, jak profesorowie Stanisław Pigoń, Józef Kallenbach, Stanisław Szpotański, Adam Sikora, Krzysztof Rutkowski, Zbigniew Sudolski czy Wiesław Rzońca (dwaj ostatni współcześni profesorowie UW gotowi są potwierdzić moją opinię). Intensywnie badałam towianizm w Wilnie, Paryżu, Turynie, Zurychu, wreszcie w Warszawie, więc teraz nie mogę przejść obojętnie obok tak szkodliwego społecznie tekstu.

 

Na koniec dodam, że nie sądzę, żeby istnienie ulicy Andrzeja Towiańskiego w Częstochowie obrażało Pannę Jasnogórską, czego dowiadujemy się z podpisu zdjęcia skradzionego z mojego bloga (towianizm.bloog.pl). Wierzę natomiast w to, że rzetelność „Do Rzeczy” sprawi, że powyższe słowa trafią na łamy tej gazety, aby sprawiedliwości stało się zadość. Za tydzień, 13 maja, w dzień Matki Bożej Fatimskiej, przypada 136. rocznica śmierci Andrzeja Towiańskiego. Nie od rzeczy będzie wspomnieć o nim uczciwie.

 

Agnieszka Zielińska

 

Zrobiłam zdjęcie odpowiedzi Waldemara Łysiaka, żeby ktoś nie posądził mnie o nieuczciwość.

 

DSC_1731.JPG

 

Nie będę tego komentować, raczej poproszę o opinie Czytelników mojego bloga. Dodam tylko, że redakcja pominęła milczeniem wykorzystanie zdjęcia z tablicą ulicy Andrzeja Towiańskiego, zrobionego przeze mnie, na publikację którego nie wyraziłam zgody. Nikt mnie zresztą o nią nie pytał:(

 

 

2014-05-07 17.05.41-2.jpg

 

Proszę je porównać z zamieszczoną przeze mnie na tym blogu 21 sierpnia 2013 roku fotografią mojego autorstwa.

Zdjęcie zostało podpisane w sposób żenujący. Tylko ktoś, kto naprawdę nie zadał sobie trudu poznania nauki Towiańskiego, może myśleć w ten sposób. Ale nie powinien tego pisać. Zwłaszcza w ogólnopolskiej gazecie. 

Zachęcam zatem do poznawania prawdy, bo oczernianie ludzi niczemu dobremu nie służy.


Podziel się
oceń
38
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

A imię jego 40 i 4

wtorek, 13 maja 2014 19:46

Dziś przypada 136. rocznica śmierci Andrzeja Towiańskiego. 

Z tej okazji wspominam moje niedawne odwiedziny w Zurychu, gdzie mieszkał ponad 30 lat. Tam zmarł i został pochowany.

Odnalazłam miejsce, gdzie stał dom, w którym przebywał do końca życia. Dziś stoi tam nowoczesny budynek mieszkalny. Żadne źródła nie podają dokładnego adresu. Na szczęście natrafiłam w archiwach biblioteki w Turynie na gazetę z 1931 roku, która opublikowała zdjęcie domu Towiańskiego. Obok był na tej fotografii mniejszy budynek, który stoi do dziś i po nim właśnie poznałam to miejsce.

 

DSC_4338.JPG

 

Grób Towiańskich na cmentarzu Widikon w Zurychu, mimo upływu tylu lat, jest jeszcze w niezłym stanie. 

 

DSC_4268.JPG

 

 Oddajmy głos biografowi Mistrza, który tak opisał jego ostatnie chwile:

Dnia 12 maja wstał jeszcze, ale już był do ostatka z sił wyczerpany,
mówił mało, twarz miał wybladłą i zmienioną, najsmutniejsze przeczucia
tłoczyły się do duszy i serca przyjaciół. W południe, siedząc z nimi
przy stole, powiedział do Baykowskiego zupełnie ochrypłym już głosem:
« po obiedzie poczytamy trochę, bracie Karolu,
a potem zaprowadzisz mię do łóżka» Około 5 po południu przyjechał Adam Towiański, który dla rozmaitych
a ważnych przeszkód nie mógł dotychczas wyrwać się z kraju.
Kiedy ucałowawszy kolana Ojca zwrócił ku niemu twarz swoją,
Ojciec popatrzał na niego pełnym miłości,ale gasnącym już wzrokiem,
a poznawszy go jeszcze wymówił imię jego:
« A, to Adam! » wziął go za rękę i zaraz potem opuścił na piersi głowę,
której podnieść nie miał już siły.
Następnie wołał jeszcze po imieniu wszystkich obecnych przyjaciół,
żegnając ich podaniem ręki i temi słowy: « spełniajmy naszą powinność.» Ostatnia z kolei była służąca staruszka,
Frau Illy. Położył się o 6 ej. Aleksandra czuwając przy nim do 11, słyszała jak po
kilka razy jęcząc, wymawiał: «O matko miłosierdzia, zlituj się nad nami»
A raz, kiedy wlewała mu parę kropli wina do ust spieczonych coraz
krótszym i coraz cięższym oddechem, otworzył oczy.
Poznał ją i powiedział:
« To moja Olesia.» Podczas czuwania innych braci kolejno po sobie następujących, miał oczy już wciąż zamknięte i tylko od czasu do czasu
wymawiał imiona różnych przyjaciół żywych i umarłych.
Na ostatku wymienił trzy imiona: Adama (Mickiewicza), Ferdynanda (Gutta), i jeszcze jedno, którego Kazimierz Towiański,
najbliżej łóżka podówczas stojący nie mógł już dla słabości głosu
dosłyszeć. Rychło potem wybiła ostatnia godzina tego świętego życia, tak
pełnego ofiar i cierpień dla miłości Boga i bliźniego; a była to
godzina 11 przed południem, 13 maja 1878. Słusznie można powiedzieć, że śmierć tego męża była jakby odblaskiem
jego życia. Przez cały ciąg tego długiego żywota spełniał on każdą
czynność w pogodzie duszy, w pełnej miłości i ofierze, i w tychże
warunkach dopełnił i tej ostatniej czynności rozstania się z tym światem
i powrotu do Tego, który go posłał. Ci, co go widzieli po śmierci twierdzą,
że twarz jego nie tylko zachowała wyraz żywego człowieka, ale nadto
tchnęła niewymowna świętością, która wywołując łzy wzruszenia, wlewała
zarazem do dusz niebieska pociechę. Prócz rodziny i najbliższych przyjaciół, między którymi byli tacy co
przyjechali z Polski, Francyi, z Włoch, nie małe też grono Szwajcarów
znających i wysoko ceniących zmarłego, uczestniczyło w odprowadzeniu
zwłok jego na miejsce wiecznego spoczynku. Przed złożeniem ich do
grobu, ksiądz proboszcz w poruszających słowach oddał świadectwo
nieposzlakowanemu życiu jego i gorliwości, z jaką dźwigał z upadku
gasnące na świecie uczucie religijne. Hieronim Bońkowski, stary Polak, emigrant z 1831 r., jeden z pierwszych,
co się połączyli z Towiańskim, przybyły również na pogrzeb ukochanego
Mistrza, kazał sporządzić dla niego i jego żony metalowe trumny,
w których śmiertelne ich szczątki obok siebie w murowanym grobie
na Zurychskim katolickim cmentarzu złożone zostały. <Wierzę, mówił
on, że po zmartwychwstaniu Ojczyzny, rodacy nasi zabiorą stąd te święte
zwłoki, aby zapewnić im godniejszy spoczynek na ziemi Polskiej >. Ile razy byłem na tym grobie, zawsze wracałem pocieszony i zasilony,
jaśniej czując drogę moją, tak samo jak wtenczas kiedy, jeszcze za
życia jego, wracałem z owych rozmów, po których odkrywał się przede
mną grunt duszy mojej i odsłaniała mi się jakaś cząstka nieba. Wierny głosowi Bożemu do ostatniego tchnienia, słowem, czynem,
żywym przykładem w każdej chwili stawianym, spełnił on misyę swoją
wśród wszelkiego rodzaju trudności, z tą niezachwianą wiarą, że wola
Boża objawiona i do końca przez Pana naszego Jezusa Chrystusa
spełniona, prędzej czy później spełniać się będzie stopniowo i przez
człowieka.
Tak życiem swojem rozpoczął on na ziemi epokę chrześcijańską wyższą,
którą zwiastował. Po zasianiu ziarna, dziś, z pogodniejszej już krainy,
czuwa on nad wzrostem tego posiewu.
(pisownia oryginalna)

Tancredi Canonico (senator włoski), "Andrzej Towiański", Turyn 1897,
s. 349-351.

DSC_4286.JPG

Faktycznie, jest coś magicznego w tym miejscu... 
Zapytacie, skąd te dwie czwórki w wieńcu z 44 róż?
Z dwóch powodów.

Towiański w swoim tekście "Biesiada"
pisał, że jest Mężem 44 z Mickiewiczowskich "Dziadów",
a poeta potwierdził to na jednym z swoich paryskich wykładów.
(prelekcje w College de France, kurs IV, wykład XIV z maja 1844 r.)
Co ma ten symbol wspólnego z Towiańskim wyjaśniam we wpisie
na tym blogu z dnia 27 lipca 2009 r.

Drugi powód niech pozostanie moją słodką tajemnicą:)

Podziel się
oceń
30
1

komentarze (11) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  57 516  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Wszystkie zdjęcia oraz wpisy są mojego autorstwa. Kopiowanie, rozpowszechnianie bez mojej zgody jest prawnie zabronione. Agnieszka Zielińska

Kontakt: az44@wp.pl więcej...

Wszystkie zdjęcia oraz wpisy są mojego autorstwa. Kopiowanie, rozpowszechnianie bez mojej zgody jest prawnie zabronione. Agnieszka Zielińska

Kontakt: az44@wp.pl

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 57516

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl