Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 509 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Podstawowe założenia towianizmu

poniedziałek, 15 czerwca 2009 22:05

Fragment rozprawy doktorskiej Agnieszki Zielińskiej. Doktorat został obroniony na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego w 2008 roku. 

Towiański nigdy nie wyłożył w całości swego systemu. Stosunkowo najpełniejszy obraz dają dwa jego teksty: Biesiada z roku 1841 i Wielki Period z roku 1844. Inne pisma i notatki, opublikowane w Turynie w 1882 roku, mają znaczenie pomocnicze w odtwarzaniu myśli Towiańskiego, ale nie są ułożone chronologicznie i nie zawierają dat, by można było prześledzić ewolucję nauki Mistrza. Pomocny jest także Współudział Adama Mickiewicza w Sprawie Andrzeja Towiańskiego. Listy i przemówienia, wydany przez Władysława Mickiewicza w Paryżu w 1877 roku, zawiera bowiem m.in. listy samego proroka. Wiele jego myśli zanotował Seweryn Goszczyński w swoim Dzienniku Sprawy Bożej, wydanym w 1984 roku.

Noty z przemówień do Koła z czerwca i lipca 1842 roku ujmują towianizm w trzy dogmaty:

- związek ducha w ciele z duchami wyższymi bez ciała - świętych obcowanie - jest głównym dogmatem wiary w epoce nowej (...)

- doskonalenie się ducha przez koleje w czasie od początku do kresu, na jakich Bóg go stawi, podnosząc lub zniżając w szeregu jestestw, odbywających pielgrzymkę na globie, jest drugim dogmatem, tłumaczącym dzieła miłosierdzia Bożego

- wyzwolenie ducha (...) zależy na zwyciężeniu nie tylko ciała, ale i umysłu.

Założenia Towiańskiego wynikające z Biesiady Zofia Gąsiorowska ujęła w następujący sposób:

wszelka siła płynie ze świata duchów;

Chrystus przykładem swym ułatwił kontakt z Niebem, wskazując drogę ku temu: przerodzenie duszy;

otwiera się druga, wyższa epoka chrześcijaństwa, której przewodnikiem jest Towiański, wspierany przez ducha Napoleona, zapowiedziany przez Mickiewicza;

wzywa on ludzi do szukania pomocy w świecie wyższym, łącząc ich w zrzeszenia, przejęte wspólnym duchem;

w metodzie działania zaleca stosować się do stopnia rozwoju bliźniego, uwzględniając również właściwości charakterów narodowych.

Podstawowy założeniem nauki Towiańskiego jest pojęcie świata jako jednolitej, rozwijającej się stopniowo zbiorowości nieśmiertelnych duchów, które przebywają różne fazy ewolucji, częściowo w żywotach cielesnych, częściowo w bezcielesnych. Przyznawanie nieśmiertelnego bytu indywidualnym duchom odpowiadało zasadniczym poglądom chrześcijaństwa i tendencjom indywidualistycznym romantyzmu. Zaś koncepcja solidarnego, jednolitego zespołu duchów zaspokajała tendencję społeczną. "Duch u Towiańskiego jest jednostką społeczną" - pisał Juliusz Kleiner, uznając towianizm przede wszystkim za demonologię. Ona bowiem, a ściślej hierarchia świata duchowego, warunkuje, według badacza, kosmologię, historiozofię i etykę Mistrza. Duchy o tym samym stopniu rozwoju, czyli będące w tej samej odległości względem Boga, tworzą kolumnę - razem działającą zbiorowość. W świecie duchowym istnieje tylko związek podobnego z podobnym, równego z równym. Towiański określa to jako "prawo gatunkowe, prawo harmonii najświętszej". Kolumny nie są raz na zawsze ustalone, zamknięte. Duchy mogą się doskonalić bądź upadać w środowisko o niższym potencjale rozwoju, zależnie od swej woli, od tego, co ukochały, w czym czują się najlepiej.

Ostatecznym celem świata ma być osiągnięcie takiej doskonałości przez wszystkie duchy, aby mogły "zlać się do łona Ojca". Jednak droga do tego długa i pełna ofiar. Doskonalenie możliwe jest dzięki metempsychozie, bo tylko w ciele duch może działać, zaś działanie warunkuje ewolucję. Fakt, że dopiero ucieleśnienie ducha stwarza mu możliwość postępu, jest znaczący dla naszego świata, ponieważ duch, doskonaląc siebie, przemienia zarazem ziemię i przybliża panowanie na niej Królestwa Niebieskiego. "Nie ma podniesienia Ducha bez odpowiedniego podniesienia materii - to wzajemność w ogromie Bożym". Świat bowiem to "drabina od nicości do Boga wiodąca". Na początku "słowo ciałem się stało" - duch został uprzedmiotowiony w rzeczywistości ziemskiej. Rozpoczęła się ewolucja, która ma doprowadzić do przemienienia "ciała" w "słowo". Zatem sens doktrynalny wiary w metempsychozę streszcza się w nauce Towiańskiego w twierdzeniu, że istnieje możliwość doskonalenia się dzięki reinkarnacji, ale zarazem człowiek jest totalnie odpowiedzialny za każdy swój czyn.

Forma, jaką duch przybiera na ziemi jest skutkiem jego wcześniejszych żywotów: niższa (zwierzęta, rośliny, a nawet kamienie) jest "człowiekowi za karę naznaczona", wyższa (ludzka, o większej świadomości) zaś jest nagrodą. Duch przebywa kolejne żywoty, dopóki nie wzbije się ponad świat materii. Istota ducha jest więc określona przeszłością metempsychiczną. Mistrz mawiał, że "człowiek każdy na to stworzony, aby urósł na wielkiego człowieka." Jedno życie na ziemi nie wystarczy jednak, zdaniem Mistrza Andrzeja, na to, by osiągnąć doskonałość. Toteż duch wciela się kilkakrotnie, przyjmując warunki nowego życia takie, na jakie zasłużył poprzednim. Ucieleśnienie ducha wiąże się, co prawda, z jego degradacją i ryzykiem oddalenia od Boga, ale zarazem otwiera możliwość postępu i przybliżenia do zbawienia.

Towiański uważał, że wiara w metempsychozę wynika z głębszego rozumienia wszechświata, a jej sens doktrynalny wyraża się w istnieniu nieskończonej możliwości doskonalenia się. Dlatego zdawał sobie sprawę, że jest rzeczą, której "nie naznaczono na tę epokę", że ludzie muszą dojrzeć do akceptacji palingenezy.

Jednym z najważniejszych słów-kluczy w nauce Towiańskiego jest ofiara. Ludzie muszą zrezygnować ze swych egoistycznych dążeń, zdobyć się na ofiarę, która jest niezbędna do tego, aby na ziemi żyło się lepiej - przybliżało się Królestwo Niebieskie. Nie jest łatwo panować nad skłonnością do złego, dlatego nazywa się to ofiarą - w słowniku Towiańskiego ofiarą troistą, ponieważ składa się ona z trzech etapów. Przede wszystkim należy obudzić w sobie potrzebę ofiary, przyjąć ją "w duchu", zaakceptować, nastroić się na "ton chrześcijański", słowem "przyjąć wolę Boga" - oto ofiara ducha.

W "tonie" zamykał Mistrz pojęcie gotowości psychicznej do czynu w duchu ewangelicznym. Gotowość ta powinna realizować się w świecie zewnętrznym. Zatem ofiara ducha poprzedzać powinna każdy czyn, każdy moment decyzji, gdyż od tego zależy, z jaką kolumną duchów (jasną czy ciemną) człowiek się połączy i zyska przez to jej współpracę. Ofiara ta jest "źródłem ofiary ciała i czynu", ma więc znaczenie naczelne. Aby została spełniona, trzeba oczyścić się wewnętrznie, "przejść przez zero", to znaczy odrzucić wszystko, co może przeszkadzać w spełnieniu tej ofiary, skoncentrować się, aby uniknąć "bezofiarnych lotów ducha". Wszelka połowiczność, rozproszenie, roztargnienie i marzycielstwo odrywa człowieka od jego obowiązków, a "w rozsypaniu niepodobny jest postęp". Należy zatem skupić myśli "w jedno ognisko", wtedy tylko ma się siłę pokonać własne słabości i przeszkody płynące ze świata. Złe bowiem "wysila się na to, aby człowiek wyczerpał siły swoje na rzeczy nieistotne, a potem nie miał już siły na rzeczy istotne".

Pomocne są tu wszelkie praktyki religijne, pod warunkiem, że skupimy się na ich treści, a nie formie. Bowiem, wedle Towiańskiego, "łaska schodzi tylko na miłość i ofiarę, nie zaś na formę miłości i ofiary". Formy i obrządki, a nawet przyjmowanie sakramentów bez poczucia miłości są puste i "uspokajają sumienie niepokojone odrzuceniem tego najwyższego wezwania". Towiański wielokrotnie powtarzał, że tylko miłość i ofiara stanowią istotę chrześcijaństwa.

Nieodzownym elementem ofiary ducha jest pokora, czyli "nic innego, tylko jasne widzenie czem człowiek jest względem Boga". Nie chodzi jednak o świętoszkowate poniżanie się i upokarzanie, ale o wyrzeczenie się pychy. Pokora realizuje się w ofierze ciała i czynu. Kto bowiem chce odrodzić życie od podstaw, ten musi "troszczyć się o wykorzenienie zła w samym źródle działania, tj. w duszy ludzkiej, musi więc położyć nacisk na wewnętrzne przemiany, rozstrzygające o charakterze czynu". Według Towiańskiego wszystko, co jest efektem świadomego wysiłku, i co powoduje zmiany w człowieku i świecie zewnętrznym, jest czynem.

Za najistotniejszą treść Sprawy Bożej uważał Towiański jej stronę etyczną, a nie mistyczną. Fundamentem jego misji była praktyczna naprawa życia moralnego, "uczynienie początku praktyki chrześcijaństwa w całem życiu człowieka, prywatnem i publicznym (...) Służba Bogu, bliźniemu i ojczyźnie". W tej kolejności. Sprawa Boża miała "wyprowadzić człowieka ze złudzenia", że "spełniając prawa ziemskie" będzie mógł żyć w pokoju i "nazwą chrześcijanina i formami chrześcijańskiemi uspokajać sumienie swoje" .

 

Bodaj najbardziej zaszkodziło towianizmowi nieporozumienie wokół sprawy odzyskania niepodległości. Opinia Towiańskiego na ten temat, a mianowicie sprzeciw wobec walki zbrojnej, czyli zabijania bliźnich, była konsekwencją jego całej nauki. Według Mistrza nie można bowiem być prawdziwym chrześcijaninem, nienawidząc innego człowieka. A do walki potrzebna jest nienawiść. Jak zatem pogodzić chrześcijaństwo z patriotyzmem? Towiański proponował patriotyzm Nowej Epoki. Uważał, że jeśli w stosunki międzynarodowe wprowadzi się zasady chrześcijańskie, nie będzie uciskanych i uciskających, nie będzie przeciwko komu się buntować i walczyć.

"Szukajcie najpierw Królestwa Niebieskiego, a wszystko inne będzie wam dane" - te słowa Chrystusa nie były dla Towiańskiego, jak dla większości chrześcijan, pustymi słowami. On rzeczywiście w nie uwierzył. Na tym właśnie miała polegać owa rewolucja chrześcijańska, do której Mistrz nieustannie wzywał. Człowiek musi wypełniać bezwzględny nakaz miłości bliźniego i uświadomić sobie, że nie bunty przeciwko drugiemu wyzwalają z mąk, ale praca nad zwalczaniem własnych słabości. Rewolucja chrześcijańska miała zatem, w zamyśle Towiańskiego, przekształcić życie człowieka według praw Ewangelii. Jak słusznie zauważyła Zofia Gąsiorowska, "szło mu o wyzwolenie ludzi z niewoli popędów, a przez jednostki zamierzał oczyścić całe życie". Jeśli ludzie żyliby prawdziwie po chrześcijańsku, nie musieliby ze sobą walczyć.

Oczywiście wydaje się to być utopią i w naszych czasach, ale czy to znaczy, że Chrystus żądał niemożliwego? Towiański po prostu uwierzył Chrystusowi bardziej niż kto inny. Do tego stopnia, że w swej dziecięcej wręcz naiwności czekał na nawrócenie cara, za co został posądzony o agenturalność na rzecz Rosji. Można z tego kpić, ale nie kto inny, tylko Chrystus mówił o potrzebie dziecięcej wiary, nieraz irracjonalnej, która jednak góry przenosi. Od cara, który uważał siebie za pierwszego po Bogu, a prawosławie ustanowił religią państwową i obnosił się ze swoją wiarą publicznie, prawdziwie wierzący człowiek, jakim był Towiański, mógł oczekiwać, że religijność swoją zacznie objawiać nie tylko w słowach, ale i w czynach. Zmieniłaby się wtedy sytuacja Polaków, gdy z gnębionych poddanych staliby się braćmi w Chrystusie. "Przez katolicyzm, przez sam katolicyzm, to jest przez poprawę życia, przez życie religijne, bez żadnego użycia środków rewolucyjnych ojczyzna nasza może być zbawiona". Słowa te, wypowiedziane przez Bohdana Jańskiego, oddają główną myśl Mistrza na temat sprawy polskiej. Wojna, jaka by nie była, zawsze jest dziełem szatana. Jest bowiem zawsze prymitywnym i niekorzystnym dla człowieka sposobem rozwiązywania konfliktów. Niesie ze sobą rozkład moralny społeczeństw - na porządku dziennym są gwałty, kradzieże, bo skoro można zabijać, to można wszystko. A przecież "żadne położenie człowieka nie usprawiedliwia połamania prawa Chrystusowego".

Upadek Polski widział Mistrz jako karę za grzechy rodaków, pobudkę do wyższego życia. Dlatego zamiast obarczać winą zaborców (jedynie narzędzia kary), Polacy powinni przyznać się przed sobą do swoich grzechów i zwalczać je, inaczej bowiem będą "podobni do tych dzieci, które chcąc uwolnić się od kary, łamią w oporze swoim rózgę, której ojciec jako narzędzia kary używa". A Rosja jako narzędzie kary Bożej dla Polaków winną jest, że "zniżyła się i wskutek tego stała się tym narzędziem i prędzej czy później odpowie przed Bogiem za zniżenie się swoje".

Mistrz dzielił ludzi nie według ras czy narodowości, ale na tych, co służą złu lub dobru. Nauczał, że "łagodne i ludzkie obchodzenie się z nieprzyjaciółmi jest wielkim czynem (...), ale jest to tylko wstęp do wysokiego czynu chrześcijańskiego, którego istotą jest obrzydzenie i nienawiść do samego tylko złego, do tego wroga zbawienia obu stron walczących..." Bowiem "tylko braterstwo powszechne przyniesie pokój i zakończy niedolę człowieka".

Należy zatem, według Towiańskiego, odrzucić stare rozumienie patriotyzmu jako obowiązku walki zbrojnej, który Mistrz nazywa "patriotyzmem pogańskim", bo "dziś poprzestawanie na takiej tylko miłości i bohaterstwie, przy odrzucaniu naznaczonych do przyjęcia wyższych, chrześcijańskich pobudek i uczuć, staje się niskością i winą". Dlatego Polacy muszą oddzielić "świętą narodowość naszą od tego fałszywego pierwiastku, który za sprawą złego przymieszał się do niej, skaził ją i poczytany został za cnotę, za charakter polski". Autorytet, sławę a nawet władzę budowało się przecież na patriotyzmie utożsamianym z nienawiścią do innych narodów. Tymczasem Towiański proponował "miłość dla Moskali i w ogólności dla wszystkich", co było dla większości Polaków nie do przyjęcia. Ostatecznie odrzucili oni poglądy Mistrza na ten temat, zwyciężyło stanowisko, które kazało Słowackiemu, a później też Mickiewiczowi, opuścić Koło Sprawy Bożej. A przecież, tłumaczył Towiański, "jeśliby Chrystus używał siły, świat uległby Chrystusowi, ale myśl Boża byłaby zatartą i postęp świata byłby zatrzymany (...). Jeśliby słudzy Chrystusa czynili siłą, ideał postawiony przez Chrystusa byłby zatarty (...), powstałyby nowe odszczepieństwa pod hasłem miłości i wolności.

Prorok z Litwy niezmiennie uważał, że jedna tylko droga prowadzi do wyzwolenia ojczyzny: "Trzeba naprzód podnieść w sobie rewolucję chrześcijańską, to jest powstać przeciwko złemu, jarzmiącemu ducha i oczyścić się wewnątrz... Poczuje więc, bracie, czy rewolucja przeciw rządowi może być owocną, dopóki wnętrze Polaka nie jest oczyszczone!"

Zarzuca się Mistrzowi zmianę poglądów na temat walki zbrojnej w latach sześćdziesiątych XIX wieku. Tymczasem rzecz wydaje się być bardziej skomplikowana. Pod wpływem manifestacji lutowych w Warszawie z 1861 roku, w czasie których "następowało zbratanie się wszystkich wyznań i stanów", Towiański uległ nadziei na przebudzenie się prawdziwej Polski, ale nie zachęcał do walki zbrojnej, lecz wciąż do pracy wewnętrznej, bo to ona zmienia oblicze ziemi. Gdy więc wybuchło powstanie 1863 roku, Mistrz uznał je za przedwczesne. Jednak nie zabronił swoim uczniom wzięcia w nim udziału, pod warunkiem, że nie uczynią "żadnego ustępstwa z powołania, sumienia, charakteru swego". Miał nadzieję, że towiańczycy pomogą walczącym wejść na drogę miłości Boga i bliźniego. Przestrzegał braci udających się do Polski, że łatwiej im będzie wystawić pierś na bagnety niż ducha do walki ze złem, ale wierzył, że część z nich podoła temu zadaniu, a krew przelewająca się oczyści i podniesie ducha. "Widzisz w Polakach sługach Sprawy liczne przykłady tego prawdziwego, chrześcijańskiego patriotyzmu, w którym (...) znikła żywiona dawniej nienawiść i zemsta ku Rosyaninowi, a zrodziła się chrześcijańska miłość, życzliwość i gotowość poświęcenia się dla prawdziwego dobra Rosyi. Kiedy oba te narody przyjmą chrześcijańskie powołanie swoje (...), wówczas zawiąże się między niemi spółka i przyjaźń w Chrystusie, a w tej spółce wszystkie spory i zatargi polityczne rozstrzygną się łatwo w duchu chrześcijańskim, wedle samej prawdy i sprawiedliwości" - tłumaczył Mistrz jednemu z braci.

Udającym się do powstania styczniowego radził, aby nie tracili energii na tych, co nie są w stanie zrozumieć ich powołania, ale szukali ludzi, którym mogą owocniej służyć. Bardziej niż na myśleniu o dobrych rządach, Towiański radził skupić się na formowaniu dobrych rządzących w przyszłości krajem. Wiedział bowiem, że nawet najlepsza struktura polityczno - społeczna może zamienić się w koszmar, jeśli władzę będą sprawować ludzie niegodni. Wychodził bowiem z założenia, że polityki nie naprawia się manifestacjami, protestami czy walką, ale doskonaleniem ludzi.

Jakże aktualnie brzmią wciąż słowa Towiańskiego: "mądrość dzisiejszych ministrów i dyplomatów zależy na zakrywaniu istotnych myśli i zamiarów swoich i na wzbudzaniu domysłów, mogących wspierać te myśli i zamiary (...), aby mówiąc, nic nie powiedzieć albo tak powiedzieć, aby nie zobowiązać się do niczego, ale w każdym razie zostawić sobie furtkę do wyjścia". Wolny zewnętrznie kraj jest nadal zniewolony złem objawiającym się niemal w każdej dziedzinie życia i to miał właśnie na myśli Towiański, mówiąc, że lepiej, żeby Polska wcale nie powstała, niż jakby miała odrodzić się jedynie zewnętrznie.

Religijność towianistyczna miała zatem manifestować się w życiu społecznym i politycznym, interpretować te dwie rzeczywistości w kategoriach religijnych i dostrzegać w nich transcendentalny sens. Mistrz zdawał sobie sprawę z karkołomności tego przedsięwzięcia, mówił, że "te wielkość człowiek zaledwie po wiekach trudów i ofiar zdoła ocenić i osiągnąć. Wszakże nawet cząstka jej tylko, przyjęta przez człowieka, ma potęgę większą od wszystkich sił ziemi i piekieł". Ponieważ dla Boga nie ma nic niemożliwego, wzywał aby "nie gasić w sobie tej nadziei i uczuć chrześcijańskich wyobrażeniem, że niepodobna jest, aby taka zmiana zaszła w bliźnim".


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

teczka Towiańskiego

środa, 03 czerwca 2009 16:28

Od prawie dwustu lat pokutuje przekonanie, że Towiański był rosyjskim agentem. Skąd się ono wzięło? Kto uwaznie przeczytał życiorys proroka (poniżej), juz wie. Ale podsumujmy.
Andrzej Towiański żył w czasach, kiedy najważniejszą sprawą dla Polaków była nadzieja na odzyskanie niepodległości. I z tym związana nienawiść do zaborców, zwłaszcza Rosjan. Tymczasem on mówił o miłości do każdego człowieka, Rosjanina także. Nie mógł więc być zrozumiany. 
Ale istnieje jeszcze inny fakt, przesądzający o oskarżeniu o agenturalność. W tym samym czasie, również w Wilnie żył inny Andrzej Towiański, który jako zięć carskiego generała, rzeczywiście szpiegował na rzecz Rosji. Życiorysy obu Andrzejów Towiańskich zostały pomieszane w jednej teczce carskiego archiwum. Udało się oczyścić z zarzutów proroka głównie dlatego, że był o szesnascie lat młodszy od swego imiennika-agenta. Podczas gdy ten działał na rzecz zaborcy, reformator religijny był jeszcze dzieckiem. Udowodniła to już ponad 70 lat temu Walentyna Horoszkiewiczówna, ale prawie nikt nie zna jej prac. Zainteresowanych odsyłam do mojego artykułu na łamach internetowego czasopisma Uniwersytetu Warszawskiego "Biesiada":  http://www.ilp.uw.edu.pl/biesiada/towianski.htm


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

kim był Andrzej Towiański

środa, 03 czerwca 2009 15:58

       Andrzej Towiański urodził się 1 stycznia 1799 roku w rodzinnym majątku Antoszwińcie, położonym około 50 km na północny-wschód od Wilna. Był synem Jakuba i Izabelli z Pac-Pomarnackich, szlachty regentów powiatu wileńskiego herbu Gierałt. Nazwisko Towiańskich wykazywały dokumenty już z czasów Władysława Jagiełły, a rodzina pochodząca z łęczyckiego, w połowie XVII wieku osiadła w okolicach Wilna. Nazwisko to nie było rzadkie (nosili je np. dwaj uczniowie kowieńscy Mickiewicza) i występowało również w nazwach geograficznych. Pan Jakub, pisarz w wileńskim sądzie ziemskim, dziedzic Antoszwiniec, zajmował się plenipotencjami. Pani Izabella wychowywała dzieci. Spośród jedenaściorga potomków państwa Towiańskich tylko Andrzej utrzymał się przy życiu. Dziesięcioro jego rodzeństwa zmarło w dzieciństwie.

       Na chrzcie dano mu imiona Andrzej Tomasz Michał Karol. Wzrastał w atmosferze pobożności. Częstymi gośćmi domu jego rodziców byli księża z kościoła bernardynów oraz kościoła panien świętomichalskich. O wpływie duchownych, zwłaszcza ks. Łaszewskiego, który był obecny przy narodzinach przyszłego założyciela Koła Sprawy Bożej, a później wysoko cenił jego pracę w majątku, wiemy od samego Mistrza Andrzeja.

       W dzieciństwie przejawiał Towiański zainteresowanie muzyką. Traktował ją jako dar Boży, pomagający człowiekowi oderwać się od spraw ziemskich. Uwielbiał słuchać dźwięku organów i śpiewu organisty, dlatego często chodził do odległego od Antoszwińcia kościoła, gdzie mógł słuchać staruszka "z wielkim czuciem" śpiewającego. Muzyka okazała się później ważnym elementem w nauce Mistrza Andrzeja.

       W roku 1807 nie podzielał ogólnej radości z upokorzenia Rosjan, wracających do kraju po przegranych bitwach z wojskami Napoleona. Był widocznie bardzo wrażliwym dzieckiem, gdyż dokumenty podają, że umiał wczuć się w ich sytuację i zawołać: "A przecież i oni są braćmi naszymi!" Rok później, podczas pożaru ojcowskiej stodoły, czując się niezdolnym do niesienia innej pomocy, pobiegł do kościoła w Janiszkach, "gdzie w gorącej modlitwie pocieszony został". Zdobył wtedy pewność, że pożar wyzwoli jego ojca ze zbytniego przywiązania do bogactw, a wszelkie przeciwności losu mogą się na dobre obrócić.

       Powyższe przykłady świadczą o centralnym znaczeniu kwestii religijno-moralnych w życiu Towiańskiego już jako dziecka. Wówczas to uczył się szukać odpowiedzi na wszystkie pytania w modlitwie. W niej zaczynał też widzieć najwyższe źródło wiedzy.

       W roku 1809 rozpoczął naukę w gimnazjum wileńskim. Tu zaprzyjaźnił się z Ferdynandem Guttem (synem wileńskiego aptekarza - masona), który później zostanie jego najwierniejszym uczniem i szwagrem. Nie mógł jednak skupić większej uwagi na nauce. Jak zauważa Zofia Gąsiorowska, mógł być to wynik "niesłychanie wytężonej pracy ducha w jednym kierunku (...), każdy wybitniejszy uczeń (...) upodrzędnia zagadnienia naukowe lub artystyczne sprawom dla siebie najważniejszym". Nie znaczy to jednak, że uzyskiwał złe oceny. Przeciwnie, jak podaje Kalendarzyk wileńskiego wydziału nauk na rok 1811, zaliczał się do uczniów celujących.

       Jako trzynastoletni chłopak przeżywał wyprawę Napoleona na Moskwę, jego wielką chwałę i ... wielką klęskę. Wtedy już kształtował się u niego późniejszy kult dla cesarza Francuzów, ale też przekonanie, że nie sprostał on powierzonej mu przez Boga misji. Później, w czasach studenckich, kult ten umocni się pod wpływem atmosfery wileńskiej, w której to cześć dla Napoleona łączyć się będzie z wiarą w specjalną misję cara Aleksandra I. Już w 1812 roku rektor uniwersytetu, Jan Śniadecki, składając hołd potędze militarnej Francji, nie zapomniał wymienić dobrodziejstw cara. Śmierć zaś Aleksandra wywołała powszechny żal w polskim społeczeństwie. Kult cesarza Francuzów znajdował oparcie m.in. w wykładach uniwersyteckich Lelewela oraz w wiadomościach o życiu "wielkiego wygnańca" na wyspie św. Heleny.

       Nastoletniego Towiańskiego dotknęła bliżej nieznana choroba oczu. Niektórzy badacze mówią o kilkuletniej ślepocie, widząc w niej przyczynę tworzenia późniejszych "fantazji", skłonności do marzeń i "choroby nerwów". Nie przeszkodziło mu to jednak zdać maturę w roku 1815 i zaraz po wakacjach (16 września) wstąpić na Uniwersytet Wileński. Początkowo zapisał się na wykłady literatury rzymskiej, polskiej oraz fizyki. Później studiował prawo, łącznie z literaturą polską i powszechną.

       27 czerwca 1817 roku uzyskał stopień kandydata filozofii. Niezwykle popularna w tym czasie nauka Saint-Martina nie mogła być mu obca. Odpowiadała bowiem potrzebom ludzi tęskniących za wyższą formą chrześcijaństwa. Zapewne wtedy zetknął się też z myślami Swedenborga, w które wtajemniczył go, jak sugeruje Stanisław Szpotański, wspomniany już brat ojczyma Słowackiego - Józef Becu. On też najprawdopodobniej zwrócił mu uwagę na rolę rozwoju fizycznego, hartu ducha i ciała, gdy pieszo szli z Wilna do Antoszwiniec i z powrotem. Być może wtedy narodziła się koncepcja "parcia ducha przez ciało", która będzie bardzo istotnym elementem nauki głosiciela Sprawy Bożej.

       Wpływ na kształtowanie się poglądów młodego Towiańskiego miały także związki wolnomularskie. Krewni zarówno jego ojca, jak i matki byli masonami, a ojciec jego kolegi szkolnego, Ferdynanda Gutta, należał do loży "zum guten Wirten". Z Ferdynandem przyjaźnił się od dziesiątego roku życia, od dzieciństwa przyzwyczaił się więc późniejszy prorok łączyć organizacje pozakościelne z ideą Kościoła katolickiego. Tym bardziej, że "właściwością masonii polskiej" było godzenie "obowiązków lożowych braci z obowiązkami prawowiernych - w swoim mniemaniu - chrześcijan. Stąd wielka ilość duchowieństwa wyższego i niższego należała do lóż, a archidiakon wileński, prałat Michał Dłuski, również wolnomularz, w osobnej broszurze bronił gorąco masonów przed atakami..." Masoneria podczas pobytu Towiańskiego w Wilnie, "święciła triumfy i stała u szczytu rozwoju. (...) Wileńscy wolnomularze, mając w Zakonie swym jako braci profesorów uniwersytetu, wywierali wielki wpływ na młodzież..." Pracowały wówczas pod przewodem loży Doskonała Jedność: Gorliwy Litwin, Dobry Pasterz, Szkoła Sokratesa i Orzeł Słowiański. Prawie cała profesura i kapituła należała do lóż lub z nimi sympatyzowała. Wśród profesorów-masonów, z którymi miał kontakt Towiański, znajdowali się: Ernest Groddeck oraz Leon Borowski - uczeń duchowy niemieckich braci lożowych Lessinga i Herdera.

       W czasie studiów zetknął się zapewne z filomatami, być może był nawet przesłuchiwany w ich sprawie, ale nie pozostał żaden ślad potwierdzający te przypuszczenia. Jednak jako współzałożyciel Towarzystwa Antyszubrawców, zwalczanego przez filomatów, musiał mieć z nimi kontakt.

       W roku 1818 otrzymał Towiański posadę rejenta w wileńskim sądzie powiatowym. Dzięki dokumentom z wileńskiego Archiwum Państwowego znamy dokładne daty i charakter jego zatrudnienia. Od 11 stycznia 1818 r. do 5 lutego 1821 r. pełnił funkcję regenta (rejenta) wileńskiego Sądu Grodzkiego, od 5 lutego 1821 do 27 lutego 1824 pracował w Wileńskim Sądzie Ziemskim, po czym znów w Grodzkim (do 14 lutego 1827 r.). Następnie z dwukrotnego wyboru szlachty do 1832 r. (czyli wyjazdu do Petersburga) zajmował stanowisko asesora w II Tymczasowym Departamencie Cywilnym Litewsko-Wileńskiego Sądu Głównego.

       Jeszcze w czasie studiów odkrył Towiański w sobie chęć przelania na papier swoich zainteresowań. Napisał powiastkę Zdarzenie prawdziwe, która ukazała się w X tomie "Tygodnika Wileńskiego" w 1820 roku. Na przykładzie losów młodego Ferdynanda starał się wykazać, że człowiek nie może być pewien nie tylko swojej przyszłości, ale też samego siebie. Utwór ten, dosyć naiwny i niezdarny w wykonaniu, jak go określił Szpotański, stanowi dowód ówczesnych zainteresowań młodego prawnika człowiekiem i jego przemianami.

       Zmęczony pracą na aktami prawnymi i rozwiązywaniem zawiłych konfliktów ludzkich, znajdował siłę podczas spaceru po cmentarzu, najczęściej wczesnym rankiem, ażeby "dostroić ducha do wyższego poziomu" na kolejny dzień. Doszedł wtedy do wniosku, że warunkiem poznania prawdy jest czystość sumienia, wartość moralna człowieka. Myśl tę przejął prawdopodobnie z dzieła O naśladowaniu Chrystusa przypisywanego Tomaszowi á Kempis, z którym musiał się zapoznać dość wcześnie. Uwierzył, że z chwilą przemiany ludzkich dusz, zniknie zło w świecie.

       Dnia 17 marca 1828 roku misję Towiańskiego uznał wileński lekarz, przyjaciel z ławy szkolnej, Ferdynand Gutt. Odtąd stanowili duet leczący dusze i ciała wszystkich, bez względu na stan społeczny, wyznanie czy narodowość. Objawienie, którego doznał Towiański podczas modlitwy w kościele bernardynów w Wilnie 11 maja 1828 roku, utwierdziło go w przekonaniu, że powołaniem jego życia jest służyć innym.

       Ożenił się 1 marca 1830 roku z mieszczką ze spolonizowanej niemieckiej rodziny Maxów - Karoliną. Poróżnił się wtedy z ojcem, który upatrzył sobie na synową którąś z bogatych panien z najwyższych sfer Litwy - być może hrabiankę Tyszkiewiczównę lub "la princesse G." Nie można było jednak nakłonić syna do ożenku z kobietą dbającą głównie o pozory, stroje i kontakty towarzyskie. Andrzejowi potrzebna była bratnia dusza i taką odnalazł, ku rozczarowaniu ojca, w córce fabrykanta. Nazywał ją Filomeną lub Małgorzatą. Pierwsze imię zostało wybrane ku czci wczesnochrześcijańskiej męczennicy, której kult zaczął się szerzyć na Litwie w latach dwudziestych XIX wieku. Drugie związane jest z anegdotą, jakoby młody rejent szukał perły wśród panien na wydaniu. Dawny student uniwersytetu wileńskiego musiał wiedzieć, że Małgorzata znaczy perła. Nazajutrz po ślubie, 2 marca, został wybrany do sądu wileńskiego dziewięćdziesięcioma głosami przeciwko ośmiu. W następnym roku przyszło na świat ich pierwsze z dziewięciorga dzieci - syn Jan.

       Wybuch powstania listopadowego przyjął Towiański ze smutkiem, gdyż był przekonany o nieskuteczności walki powodowanej nienawiścią do drugiego człowieka. Nie pozostał jednak bierny: niósł pomoc walczącym opatrując rany, wspierając duchowo, wykonując pracę apostolską często z narażeniem życia. Nie znamy szczegółów z tego okresu jego działalności, pewnym jest jednak, że jego głównym celem było przekonywanie, i to po obu stronach barykady, do największej ofiary - przebaczania wrogom. Szanował "ofiarę ciała" powstańców, ale przekonywał, że ona nie wystarczy. Potrzebna jest "ofiara ducha". Upadek zrywu powstańczego utwierdził go w tym przekonaniu.

       Zaraz po klęsce 1831 roku Jakub i Andrzej Towiańscy zostali oskarżeni o pomaganie powstańcom oraz namawianie do wstępowania w ich szeregi. Sprawę wytoczył im kuzyn, Andrzej Towiański, syn Kazimierza (prawdopodobnie brata Jakuba). Jego dwaj synowie, Karol i Aleksander, byli zatrudnieni w Antoszwińciach jako pisarze, skąd przyłączyli się do walczących, suto wyposażeni przez chlebodawców. Ujęci w niewolę, zostali skazani na dożywotnią służbę w aresztanckich rotach na Kaukazie, zaś śledztwo przeciwko Jakubowi i Andrzejowi zostało umorzone z braku dowodów.

       7 sierpnia 1832 roku Towiański wyjechał do Petersburga, aby pełnić tam służbę apostolską, zarówno wśród najuboższych, jak i w sferach związanych z dworem. Zetknął się także z przedstawicielami ruchów mistycznych. Szukał śladów po zmarłym w 1807 roku w twierdzy pietropawłowskiej Tadeuszu Leszczycu Grabiance. Skąpe świadectwa z tego okresu nie pozwalają na odtworzenie przebiegu jego działalności w stolicy imperium rosyjskiego. Widywał się ponoć z generałem Sperańskim, adiutantem Mikołaja I, a także z Korsakowem, byłym generałem gubernatorem Wilna. W zamiarach jego było też pozyskanie dla Sprawy generała Sergiusza Stroganowa, a dzięki niemu także innych rosyjskich magnatów, "by podług jego planów służyli sprawie polskiej, a następnie słowiańskiej i całej ludności". Misja ta jednak się nie powiodła, bowiem 20 maja 1833 policja zmusiła go do opuszczenia miasta. W latach 1834-36 odbył kilka podróży zagranicznych pod pretekstem konieczności poprawy stanu zdrowia. Przebywał na terenie Niemiec, dwie zimy, 1835-1836, spędzał w Dreźnie. Był też w Pradze, gdzie poznał m.in. gen. Jana Skrzyneckiego. Z rozmów z nim oraz z innymi emigrantami, a także z pism Mickiewicza "wyczytał" nastroje emigracyjne i "odnalazł w nich dowody wyższego powołania tułaczy polskich".

       Działalność misyjną przerwała na pewien czas śmierć ojca (9 września 1836 roku). Odziedziczywszy majątek Antoszwińcie, wrócił z rodziną na wieś. Swoje gospodarowanie rozpoczął od zniesienia pańszczyzny. Razem z Ferdynandem Guttem, który w 1838 roku został jego szwagrem, niósł pomoc okolicznym chłopom i szlachcie. Wspierał materialnie i duchowo najuboższych, interweniował w ich sprawie u dziedziców, uczył sztuki budownictwa. Pokazywał praktycznie, ile można zdziałać, kierując się bezwzględnym nakazem miłości bliźniego. Nauczał, że nie bunt wyzwala, ale praca nad sobą. Był świadomy, że przeprowadza pewną rewolucje w umysłach ludzi, nazywał ją rewolucją chrześcijańską. Jednocześnie dbał o ujęcie potrzeb duchowych w pewne formy. Nabożeństwa w kościele mu nie wystarczały, toteż zbudował w swoim ogrodzie kaplicę z frontem na wschód, którą poświęcił ks. misjonarz Bohdanowicz. Postawił też krzyż na wzgórzu, aby chłopi wracający z pola mieli się przy czym pomodlić. Organizował także wspólne modlitwy w chatach włościańskich, zdając sobie sprawę, ze za taką samowolę grozi zesłanie na Syberię. Opowiadano też, że sam odprawiał msze w swojej kaplicy, a podczas tych obrzędów stawała na "ołtarzu" kobieta w "stroju Prawdy", ale była to, być może, jedna z licznych plotek, "utkana na tle obchodów rewolucyjnych w Paryżu". Nie podobała się sąsiadom ta troska antoszwinieckiego dziedzica o chłopów. Donos kapitana Jana Giecewicza spowodował zainteresowanie się policji majątkiem Towiańskich. Ustawiony w ogrodzie pomnika Napoleona z godłami Orła i Pogoni oraz deklaracje, że Polak jest "starszym bratem, wedle ducha, Rosjanina" pogrążyły pana Andrzeja w oczach władz.

       Zapewne ta atmosfera oraz dwa kolejne objawienia (11 maja 1839 i 23 lipca 1840 roku) kazały mu rozszerzyć działalność. Impulsem do opuszczenia stron rodzinnych stała się wiadomość o planach sprowadzenia prochów Napoleona z wyspy Św. Heleny do Paryża. 28 czerwca 1840 r. otrzymał paszport uprawniający go do podróżowania po Austrii i Niemczech w ciągu jednego roku. Miesiąc później, 29 lipca, wyruszył w podróż, na zawsze, jak się okazało, zostawiając majątek i ojczyste strony. Zabrał ze sobą żonę i najstarszego syna. Pięcioro młodszych dzieci zostawił pod opieką przyjaciół. Siedmioletnią Marię wzięła na wychowanie pani Sierzputowska, malutką Ksawerę (data jej urodzin nie jest znana) sąsiadka Giecewiczowa, Aleksandrą, Walerią i Adamem zajęli się Guttowie. Po roku, kiedy Anna i Ferdynand otrzymali paszporty na wyjazd z kraju i dołączyli do Towiańskich w Paryżu, dziećmi zaopiekowała się rodzina Noskowskich w Warszawie. Nadzór nad majątkiem polecił pan Andrzej administratorowi Karolowi Monginowi, który opiekował się nim dobrze, a część dochodów z dzierżawy oddawał na wychowanie dzieci Towiańskich.

       Jechali przez Poznań, Drezno, Belgię i już w czasie podróży Towiański realizował swą misję. Głosił nauki moralne, które wywarły duże wrażenie na arcybiskupie poznańskim Marcinie Duninie. W katedrze odprawił on mszę w intencji proroka z Litwy, ale wiara Towiańskiego w metempsychozę przeszkodziła arcybiskupowi w całkowitym uznaniu tej nauki.

       W dalszej części podróży Mistrz Andrzej zwiedzał pola bitew napoleońskich. W Paryżu zjawił się 15 grudnia 1840 r., w dniu pochowania zwłok cesarza Francuzów w kościele Inwalidów. Po uroczystościach pogrzebowych udał się na pola Waterloo, gdzie rozmawiał o swej misji z gen. Janem Skrzyneckim. Generał początkowo przekonał się do niej, ale spostrzegłszy niezgodność niektórych jej elementów z ortodoksją katolicką, wycofał swoje poparcie. Pozostał jednak tekst - notatki z tych rozmów, spisane 17 stycznia 1841 r. przez Towiańskiego, noszące tytuł Biesiada z Janem Skrzyneckim. Nie były one przeznaczone do druku, toteż opublikowanie ich w roku 1842 przez zmartwychwstańców jako dokumentu doktrynalnego towianizmu, zaszkodziło (zgodnie z intencją księży) misji proroka z Litwy.

       Wiosnę 1841 r. spędził Towiański w Anglii i Irlandii, dopiero pod koniec maja wrócił do Paryża. 30 lipca zjawił się w mieszkaniu Mickiewiczów. Pani Celina przebywała wtedy w szpitalu w Vanves, cierpiąc na brak równowagi psychicznej. Mistrz Andrzej kazał ją sprowadzić do domu, a następnie uzdrowił ją "wypowiadając do niej parę słów". Wcześniej jednak przekonał Mickiewicza do Sprawy Bożej, która miała przywrócić Polsce wolność. Poeta ogłosił dobrą nowinę przyjaciołom i 6 sierpnia razem z Antonim Goreckim i Izydorem Sobańskim podpisał towianistyczny akt "Słowianin w ucisku". Towiański ujawnił się szerszemu gronu emigracji dopiero 27 września 1841 r. po mszy w katedrze Notre Dame, inaugurując publicznie Sprawę Bożą. Odtąd jej zwolennicy spotykali się w domach coraz liczniejszych wyznawców, w Nanterre, gdzie mieszkał Mistrz oraz w kościele Saint-Severin. Tam też 8 grudnia 1841 roku zawieszono kopię obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej, sporządzoną przez Walentego Wańkowicza na polecenie Towiańskiego już w roku 1834. Liczba zwolenników nauki Mistrza Andrzeja rosła, wywołując niepokój wśród stronnictw emigracyjnych, kleru i władz francuskich.

       W kwietniu 1842 roku bezskutecznie starał się Towiański zyskać przychylność księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, a 1 maja przekonać do Sprawy samego Ludwika Filipa. Nie został jednak wpuszczony na audiencję do króla ze względu na brak fraka.

       W tym czasie, wraz z Mickiewiczem, organizował Koło Sprawy Bożej, które rozpoczęło działalność 1 czerwca. Liczyło ono wtedy ponad czterdzieści osób. Części polskiej emigracji, księżom, a także policji francuskiej nie podobała się popularność nowej nauki. 13 lipca władze wydały rozporządzenie, nakazujące Towiańskiemu opuszczenie Francji. Pretekstem do wydania nakazu stała się śmierć księcia Orleanu, którą jakoby mistrz przepowiadał. Istotna przyczyną była obawa rządu francuskiego przed rosnącym fermentem, jaki wytworzył się na emigracji z chwilą przyjazdu proroka do Paryża. Nie mógł podobać się też monarchii Ludwika Filipa szerzony przez towiańczyków kult Napoleona. Do sprawy przyczyniła się prawdopodobnie także ambasada rosyjska, której nie udało się dotąd ściągnąć Towiańskiego do kraju. Kilkanaście dni później (dokładnie 31 lipca) wyszło rozporządzenie rosyjskiego Ministra Dóbr Państwa w sprawie "zasekwestrowania majątku Antoszwińcie", i zaliczające jego właściciela, "jako nie wracającego do ojczyzny na wezwanie rządu, w liczbę wygnańców". 18 lipca Mistrz Andrzej pożegnał się z braćmi w kościele Saint-Severin, a opiekę nad Kołem przekazał Mickiewiczowi. Zdążył jeszcze przekonać do swojej misji Juliusza Słowackiego (z którym spotkał się 12 lipca) i Seweryna Goszczyńskiego. Pozyskał dla Sprawy również Żyda z Wilna, Gerszona Rama, którego nawrócenie miało doniosłe znaczenie: zapowiadało szerszą akcję wśród starozakonnych, gdyż Ram ujrzał w Towiańskim "bramę zbawienia dla Izraela".

       Na przełomie 1842 i 1843 roku Mistrz zetknął się po raz pierwszy ze zwolennikami Pierre'a Michela Vintrasa. Początkowo miał nadzieję na współpracę, a nawet zjednoczenie "Dzieła Miłosierdzia" francuskiego "proroka" ze Sprawą Bożą, ale ostatecznie potępił Vintrasa.

       W sierpniu 1843 roku Towiański wyruszył do Rzymu na spotkanie z papieżem. Chciał mu opowiedzieć o swej misji i nakłonić do przewodzenia rewolucji chrześcijańskiej. Po drodze napisał list do głowy rodziny i domu bankierskiego Rotszyldów, czego następstwem było osobiste spotkanie obu panów we Frankfurcie. W Solurze odwiedził grób Tadeusza Kościuszki, w Lozannie przekonał do Sprawy Bożej pierwszego Włocha - Jana Scovazzi'ego. Do Rzymu przybył 1 października 1843 roku, ale wskutek pomówień księży zmartwychwstańców, nie otrzymał pozwolenia na audiencję. 21 października rząd papieski nakazał mu opuścić miasto w ciągu 24 godzin. Wyjeżdżając z Rzymu przez bramę del Popolo spotkał Jana Andrzeja Rama, Żyda ochrzczonego w 1842 roku z inicjatywy towiańczyków, w kościele Św. Seweryna przez ks. Kajsiewicza. Towiański zabrał go ze sobą do Ronciglione, gdzie 25 października napisał do Grzegorza XVI pismo z prośbą o spotkanie. Ram powrócił do Watykanu, aby wręczyć pismo papieżowi osobiście. Nie doczekawszy się odpowiedzi, wyjechał Mistrz Andrzej do Lozanny, a następnie do Zuchwyl (Solury).

       Zatrzymując się kolejno w Einzydeln, Rychterswyl, Zurychu, Bazylei, "oddawał całego siebie na usługi udającym się do niego". Wtedy też nawiązał współpracę z pułkownikiem Karolem Różyckim, naczelnikiem powstania wołyńskiego 1831 roku.

       W sierpniu 1844 roku zdobył się na krok śmiały i ryzykowny. Napisał list do samego cara Mikołaja I, aby nakłonić go do realizowania zasad ewangelicznych, które przyniosą wolność i szczęście narodom jemu poddanym. Pismo podpisane przez Aleksandra Chodźkę, dyplomatę w służbie carskiej, zostało przetłumaczone na język francuski przez Adama Mickiewicza i doręczone ambasadzie rosyjskiej w Paryżu 15 sierpnia 1844 roku. Memoriał do cara, przedstawiony towiańczykom przez Mickiewicza dopiero 29 listopada 1844 roku, nie został odebrany tak, jakby Towiański sobie tego życzył. Większość braci nie potrafiła dostrzec w nim wielkości myśli chrześcijańskiej, a jedynie wiernopoddaństwo. Część z nich (m.in. Słowacki) opuściła szeregi Koła. Jak pisze Zofia Gąsiorowska, "mimo usilnych zabiegów Mickiewicza i pism Mistrza, bracia nie żywili już pełnego zaufania do swego kierownictwa". Toteż 1 października 1845 roku Towiański postanowił przekazać władzę nad Kołem paryskim Karolowi Różyckiemu, Mickiewiczowi pozostawiając rolę Brata Wieszcza. Miał nadzieję, że ta zmiana przyczyni się także do zainteresowania Sprawą niechętnej dotąd emigracji.

       W styczniu 1846 roku "kończono przygotowania do ruchu, który miał objąć wszystkie ziemie polskie. Emigranci byli gotowi do wymarszu". Towiański nie podzielał ich nadziei, czego nie mógł zrozumieć przybyły do niego w marcu 1846 roku Mickiewicz. Odtąd ich drogi zaczęły się definitywnie rozchodzić. Mistrz czekał na zryw "bez żadnego krwi przelewu", który będzie mógł się dokonać po zmianie mentalności ludzi, to zaś nastąpi, jeśli staną się prawdziwymi chrześcijanami i uwierzą w moc ducha, a nie oręża. Poecie to nie wystarczało. Domagał się konkretnego i natychmiastowego działania w sferze polityki. 27 marca doszło do zerwania Mickiewicza z Kołem Towiańskiego. Nastąpił też wewnętrzny podział Koła na zwolenników Brata Wieszcza oraz pozostających przy Mistrzu. 30 listopada dwudziestu dwóch towiańczyków utworzyło nowe Koło, z poetą na czele, nieco większa grupa pozostała w starym, pod przewodnictwem Seweryna Goszczyńskiego.

       Po wybuchu Wiosny Ludów we Francji dwaj towiańczycy, Jacques Malvesin i Dominik Iwanowski, przybyli do Towiańskiego z Paryża, aby prosić go o udanie się tam, gdzie "polityczne i religijne odrodzenie się ludów zdawało się bliskiem urzeczywistnienia". Mistrz zjawił się w stolicy Francji 28 maja 1848 roku. Pracował nad memoriałem dla nowego rządu francuskiego, kiedy to 11 lipca został aresztowany (wraz z Ferdynandem Guttem) pod zarzutem spiskowania przeciwko władzy, w rzeczywistości zaś jako niebezpieczny, bo "wyprzedzający postęp ludzkości o kilka wieków". Został osadzony w wiezieniu w Conciergerie razem z Guttem w celi ok. 20 m2, w której przebywało już trzech innych więźniów. Pobyt tam wykorzystywał na ewangelizację współtowarzyszy niedoli. Do żony pisał o kilku nawróceniach.

       Tymczasem towiańczycy podejmowali starania o jego uwolnienie. Mickiewicz zajęty wtedy tworzeniem Legionu, nie przyłączał się do tych starań, do czasu, gdy Mistrzowi nie zaczęła grozić deportacja do Cayenne (znalazł się na liście 560 skazanych razem z Ferdynandem Guttem). 12 sierpnia 1848 r. poeta skierował list w obronie Towiańskiego do gen. Cavaignaca, który mógł wstrzymać wykonanie wyroku. Był też u niego osobiście. Jednak dopiero interwencja Celiny Mickiewiczowej, która znała matkę Cavaignaca, odniosła skutek. Żona poety udała się do generała i przekonała go, że Mistrz nie miał nic wspólnego z rewolucją, bo charakter jego misji jest stricte religijny. Pochlebiwszy Cavaignacowi, że jego władza daje mu możliwość uwolnienia każdego, spowodowała obietnicę interwencji w sprawie Towiańskiego. Obietnica ta nie obejmowała Gutta, ale jemu, aresztowanemu w charakterze pomocnika proroka, należało się, zgodnie z logiką, identyczne traktowanie.

       1 września wydano rozporządzenie o przeniesieniu pana Andrzeja do domu zdrowia, skąd wyszedł na przepustkę 27 września, aby wziąć udział w nabożeństwie w kościele Saint-Severin w rocznicę ogłoszenia Sprawy Bożej. Ostatecznie uwolniony 6 października, udał się do Awinionu z zamiarem pielgrzymki do papieża. Jednak wybuch rewolucji we Włoszech pokrzyżował te plany.

       W roku 1849 powrócił do Zurychu, gdzie pozostał już do końca życia. Nowych uczniów nie zdobywał już zapowiedzią wielkich zmian, ale przykładem swojego życia. Toteż właściwym ogniskiem towianizmu było teraz miejsce pobytu proroka, nie Paryż. Nie ograniczał się jednak Mistrz Andrzej do apostołowania najbliższym. Reagował na wszelkie ruchy polityczno-społeczne wśród Polaków. Gdy w roku 1855 Mickiewicz zaangażował się w wojnę krymską, Towiański nie pochwalał tego kroku. Patriotyzm wieszcza uznał za "chorobę Polaka", która prowadzi jedynie do śmierci.

       W roku 1857 na ogłoszoną przez Aleksandra II amnestię dla Polaków przebywających na emigracji zareagował pismem pt. Powody, dla których amnestia przyjętą być nie może.

       Dopiero w manifestacjach lutowych w Warszawie w 1861 r., podczas których nastąpiło "zbratanie się wszystkich wyznań i stanów", dostrzegł możliwość przebudzenia się prawdziwej Polski". Nie znaczy to, że zmienił zdanie co do sposobu walki o ojczyznę. Uważał, że otworzyło się nowe pole służby dla braci w kraju. Mieli oni zachęcać naród do rewolucji chrześcijańskiej w duchu miłości bliźniego, po której nastąpić miało odrodzenie Polski.

       Gdy wybuchło powstanie styczniowe, uznał je za przedwczesne. Pozwolił jednak swoim uczniom wziąć w nim udział, pod warunkiem, że "zdołają utrzymać się na wyżynach dni lutowych", czyli zarówno z rodakami, jak i Rosjanami, zachowają stosunki chrześcijańskie. Miał nadzieję, że w ten sposób przyczynią się oni do zmiany charakteru walki. Dnia 28 maja 1863 r. dał braciom udającym się do Polski szczegółowe instrukcje, jak zło dobrem zwyciężać. Zaś w piśmie z 27 lipca wyjaśniał carowi Aleksandrowi II, że uznał za stosowne, aby jego uczniowie wzięli udział w walce, w celu odrodzenia religijnego. Nie mają zabijać, a ewangelizować w okopach, obozach powstańczych. Gdy okazało się, że walka toczy się "drogami ziemskimi", utwierdził się w przekonaniu, że była ona przedwczesna.

       Na bieg spraw światowych starał się Towiański wpływać listownie, pisząc odezwy do Napoleona III (28 marca 1866 i 6 sierpnia 1870), cesarzowej Eugenii (24 lutego 1868), Piusa IX (27 grudnia 1868), Wiktora Emanuela (23 września 1870). Nie zrażał się brakiem odpowiedzi, gdyż uważał swą rolę za skończoną po opracowaniu i wysłaniu pisma.

       Ostatnie lata życia Towiańskiego to czas, kiedy Mistrz pracował w zaciszu swego domku przy Unterstrasse w Zyrychu, porządkując swoje pisma przy pomocy Stanisława Falkowskiego i Karola Baykowskiego. Dorosłe dzieci od dawna utrzymywały rodziców. "Świętowano rocznice Sprawy z przybywającymi zewsząd delegacjami". Aktywni byli zwłaszcza włoscy towiańczycy. Dla uczczenia ćwierćwiecza wystąpienia proroka w Paryżu wręczyli mu kielich. Obchodzono też osobiste rocznice wielkiej rodziny towiańskiej. Mistrz szerzył dalej swoją naukę, poprzez indywidualne "posługi", choć zdrowie coraz częściej nie pozwalało mu przyjmować licznych wciąż gości. Odchodzili z tego świata najbliżsi mu ludzie: Ferdynand Gutt i jego żona Anna, ich córka i zięć, Anna Kulwieciowa - córka Towiańskich oraz Karolina - żona Mistrza. Dnia 11 maja 1878 roku - w rocznicę objawień z 1828 i 1839 r., Towiański wyspowiadał się i przyjął komunię świętą. Zmarł 13 maja o 11 przed południem. Został pochowany na cmentarzu katolickim Widikon w Zurychu. Podczas pogrzebu tamtejszy proboszcz ksiądz Lochbrunner "powiedział bardzo wzniosłe słowa nad jego trumną", a Hieronim Bońkowski wyraził publicznie nadzieję, że po odzyskaniu niepodległości Polacy przeniosą "te święte zwłoki" do ziemi ojczystej.

autor: Agnieszka Zielińska


Podziel się
oceń
22
2

komentarze (20) | dodaj komentarz

kto jest współczesnym towiańczykiem?

środa, 03 czerwca 2009 14:58
Jeśli:
-wierzysz w Boga, ale nie jesteś bezkrytyczny wobec Kościoła i dostrzegasz błędy duchownych,
-pragniesz, aby wszyscy ludzie, bez względu na poglądy, rasę itp. żyli w pokoju i braterstwie,
-nie akceptujesz przemocy pod żadną postacią,  
-masz świadomość, że człowiek wciąż powinien się rozwijać, doskonalić, choć wymaga to wielkiej samodyscypliny,
-jesteś pewien, że istnieje świat duchowy, który ma wpływ na nasze życie,
-nic, co ludzkie, nie jest Ci obce, ale pragniesz tylko dobra ludzi,
-ufasz, że wszystko ma sens, nawet wtedy gdy go nie umiemy dostrzec

jesteś współczesnym towiańczykiem, czyli spadkobiercą myśli Andrzeja Towiańskiego (1799-1878).

Człowiek ten przez ostatnie 200 lat był oceniany bardzo różnie, skrajnie wręcz. Dla jednych prorok, mistrz, dla innych oszust i agent Rosji. Przez kilka lat badałam, jaka jest prawda. Przeszłam wszystkie etepy zainteresowania: od zdziwienia, niezrozumienia, totalnej krytyki, aż po chwilowy zachwyt spowodowany odnalezieniem sensu i istoty sprawy. Teraz, patrząc obiektywnie na sprawę, chcę podzielić się swoją wiedzą i zaprzeczyć istniejącym do dziś kłamstwom.
Jest co poznawać! Warto. Zapraszam więc wszystkich chętnych do  podróży ścieżką towianizmu, a zapewniam, że przy dobrej woli, wzbogacicie się nie tylko intelektualnie, ale też duchowo.
Podziel się
oceń
1
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 28 maja 2017

Licznik odwiedzin:  55 971  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Wszystkie zdjęcia oraz wpisy są mojego autorstwa. Kopiowanie, rozpowszechnianie bez mojej zgody jest prawnie zabronione. Agnieszka Zielińska

Kontakt: az44@wp.pl więcej...

Wszystkie zdjęcia oraz wpisy są mojego autorstwa. Kopiowanie, rozpowszechnianie bez mojej zgody jest prawnie zabronione. Agnieszka Zielińska

Kontakt: az44@wp.pl

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 55971

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl